POISONEK
Trochę o mnie:
Poisonek z wiochy Częstochowa. Przejechałem 191571.02 km (na bikestats) + 48183 km (przed bikestats). Więcej o mnie.
10.2010 - 05.2011 Nowotwór próbował...
Póki co nie dał rady...

„Ból jest przemijający, a skutki rezygnacji pozostają na zawsze.”
"Rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni. Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli..."
"Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze..."
"Nie słuchaj głosu w Twojej głowie, który mówi, że nie dasz rady. On łże..."
Yes Master!!!
Na zawsze z Tobą...
Yes Master!!! Na zawsze z Tobą...
AKTUALNY SEZON
ARCHIWALNE SEZONY
Sezon 2025
Sezon 2024
Sezon 2023
Sezon 2022
Sezon 2021
Sezon 2020
Sezon 2019
Sezon 2018
Sezon 2017
Sezon 2016
Sezon 2015
Sezon 2014
Sezon 2013
Sezon 2012
Sezon 2011
Sezon 2010
Sezon 2009
Sezon 2008
MOJE KRĘCENIE OD 01.01.1997 do 31.08.2026: 239.429 km
1997: 3806 km
1998: 4146 km
1999: 3757 km
2000: 4659 km
2001: 3253 km
2002: 4754 km
2003: 4309 km
2004: 6004 km
2005: 5278 km
2006: 5012 km
2007: 3205 km
2008: 11017 km
2009: 4918 km
2010: 4888 km
2011: 4791 km
2012: 8417 km
2013: 12372 km
2014: 11459 km
2015: 11409 km
2016: 16632 km
2017: 10351 km
2018: 11305 km
2019: 11587 km
2020: 11091 km
2021: 10023 km
2022: 10061 km
2023: 10112 km
2024: 10356 km
2025: 13082 km
2026: ? km
MOJE MAX`Y:
Max dystans 24 godzinny:
05.07.2014 - 505,77 km
Max dystans miesięczny:
07.2016 - 2.156,10 km
Max dystans roczny:
2016 - 16.632 km
Max prędkość:
17.08.2013 - 82,73 km/h
Max wysokość n.p.m.:
10.09.2016 - 2.776 m n.p.m.
Max wyjazdów w miesiącu:
5 razy 31 - ostatnio lipiec 2026
Max wyjazdów w roku:
316 - 2016
Min 10.000 km w rok:
14 razy - ostatnio 2025
Min 1.000 km w miesiącu:
114 razy - ostatnio sierpień 2026
Min 2.000 km w miesiącu:
3 razy - ostatnio lipiec 2025
Min 100 km dziennie:
327 razy - ostatnio 30.08.2026
Max temperatura na rowerze:
11.08.2015 - +41°C
Min temperatura na rowerze:
-17°C
Odwiedzone województwa:
dolnośląskie, kujawsko - pomorskie, łódzkie, małopolskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie
Odwiedzone kraje:
Austria, Hiszpania, Niemcy, Polska, Słowacja, Szwajcaria, Szwecja, Turcja, Włochy
MOJE ROWERY
C. Cóś więcej (60-100 km)
| Dystans całkowity: | 29089.52 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Liczba aktywności: | 412 |
| Średnio na aktywność: | 70.61 km |
| Więcej statystyk | |
- DST 71.50km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Dwie rundy.
Wtorek, 25 września 2012 • dodano: 25.09.2012 | Komentarze 0
Do południa umówiliśmy się z kobe24la na jakąś krótką przejażdżkę. Docelowo jak zwykle miał być Olsztyn, ale po dotarciu na zbiórkę zaproponowałem zmianę kierunku i wypadzik do Blachowni. W piątek tak bardzo mi się tam spodobało, że z chęcią zajrzałem tam dziś ponownie. Trasa tak jak ostatnio przez Zacisze i Łojki nad zbiornik. Posiedzieliśmy sobie około godzinki kontemplując piękno otaczającej nas przyrody i wróciliśmy tą samą trasą do Częstochowy. Zahaczyliśmy jeszcze o centrum i wałem nadwarciańskim wróciliśmy do domów. Po południu druga runda dzisiejszego rowerowania. Ponownie z Marcinem. I tym razem dopadł nas jednak ten Olsztyn ;) Trasa przez Kirkut, kokosownię, Legionów, czerwony koło Zielonej Góry i Kusięta do Olsztyna. Tam bez postoju i powrót do domu przez Skrajnicę, rowerostradę i Guardiana. Dziś dwie niespotykane ciekawostki: pod wiaduktem koło kokosowni spotkaliśmy zaklinowanego TIR`a, który centymetr po centymetrze przeciskał się pod wiaduktem szurając po jego spodzie dachem kabiny i naczepą. Udało mu się przejechać, choć wszystko odbyło się w zasadzie na milimetry. Druga ciekawostka to facet przechadzający się w okolicach dworca PKP Raków z dorodną…. kozą na sznurku :) Dość surrealistyczny widok w mieście :) Piękna pogoda jak na koniec września. No może trochę za bardzo wiaterek zapodaje.
Rodzina łabędzi nad zbiornikiem w Blachowni I.
© poisonek
Rodzina łabędzi nad zbiornikiem w Blachowni II.
© poisonek
- DST 79.80km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Blachownia i ognisko CFR.
Piątek, 21 września 2012 • dodano: 21.09.2012 | Komentarze 4
Rano po łatki do zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego, gdyż wczoraj nakleiłem ostatnią, a przy stanie moich opon nie mogłem się ruszyć gdzieś dalej bez tego zabezpieczenia. W sklepie zacząłem się zastanawiać gdzie tu właściwie dziś pojechać. Tak jakoś bez pomysłu podjechałem do Żonki po porannego całuska i tam przyszła mi do głowy Blachownia. Wieki tam nie byłem. Pojechałem wiec przez Zacisze drogą wzdłuż torów, Gnaszyn i dalej przez Łojki nad zalew w Blachowni. Po drodze na ulicy Drzewnej w Gnaszynie miałem okazję jechać po nowej „drodze rowerowej”. Dramat… Ilość pochylni stworzonych dla potrzeb aut wjeżdżających na posesje robi z tej drogi rowerowej prawdziwy tor przeszkód. To chyba najgorszy kawałek DDR po jakim jechałem. Oczywiście nie zabrakło też pasącej się świętej krowy:
Święta krowa na DDR w Gnaszynie.
© poisonek
Nad zalewem cisza i spokój. O tej godzinie jest tam naprawdę miło. Oprócz kilku wędkarzy i gimnazjalistów walących browary na waksach ani żywej duszy. 
Zalew w Blachowni I.
© poisonek
Zalew w Blachowni II.
© poisonek
Podelektowałem się nieco pięknymi okolicznościami przyrody i wróciłem do Częstochowy tą samą trasą. W mieście podjechałem jeszcze do TV ORION, gdyż zostałem poproszony przez pracującą tam panią redaktor o wypowiedzenie kilku zdań na temat dzisiejszego „Dnia bez samochodu”. Potem już tylko do domu przygotować się do wieczornego ogniska CFR „Na zakończenie lata”.
Ognisko w naszym tradycyjnym miejscu: przy jaskini w Górach Towarnych. Jak było? Ano cóż… Tańce (no prawie), hulanki, swawola. Super grono i super atmosfera. Dzięki wszystkim za przybycie.
Ognisko w Towarnych.
© poisonek
- DST 79.80km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Dopołudniówka i basket.
Wtorek, 18 września 2012 • dodano: 18.09.2012 | Komentarze 0
I znów dopołudniówka. Tym razem w gronie i dystansie nieco powiększonym. Oprócz mnie i Kulistego na zbiórkę o 9:30 przybył również kobe24la. Po solennych obietnicach wolnego tempa (hahahahaha!!!) ruszyliśmy na standard do Złotego Potoku. Trasa znana na pamięć: Guardian, rowerostrada, Skrajnica, Olsztyn, żółto – czarno – zielony przez Sokole, Zrębice i czerwony pieszy do Złotego. W Potoku godzinne posiedzenie na pomoście nad Amerykanem. Bajka!!! Piękna pogoda, cisza, spokój i widoki powodowały, że za cholerę nie chciało nam się z ruszać w drogę powrotną. Niestety – trzeba było wrócić do rzeczywistości. „Szlakiem ku źródłom” dojechaliśmy do parkingu przy źródełkach, gdzie za chwilę Marcin zwrócił mi uwagę, że mam mało powietrza w tylnym kole. Stwierdziłem, że to nie problem, bo przecież opona była płaska tylko na dole – reszta była ok…. :) Nie no – trzeba było zakleić i dalej asfaltem przez Siedlec, Krasawę, Zrębice, nowy szuterek koło kapliczki Świętego Idziego i Sokole dojechać do Olsztyna. Na początku podjazdu pod Skrajnicę usłyszeliśmy trzask: łańcuch Kulistego stracił swoją ciągłość (no ma chłop trochę pod nogą). Oczywiście jak na złość nie wziąłem dziś ze sobą przybornika ze skuwaczem. Trzeba było więc wykonać telefon po wóz techniczny. Ze względu na ograniczenia czasowe zmuszony byłem zostawić chłopaków w Olsztynie i samotnie wrócić do domu przez Skrajnicę, rowerostradę i Guardiana. Przyjechałem do domu trochę ujechany. No ale skoro ma się takie teorie jak np. ta, że przez „Lasek Boloński” trzeba cisnąć ile wlezie bo skoro tam boli w nogach to lepiej to przejechać szybciej żeby ból był krótszy, to nie ma się co dziwić :)
Wieczorem jeszcze na basket na Tysiąclecie.
Próba konwersacji z Panią Kaczką :).
© poisonek
- DST 70.10km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Dopołudniówka i Rohloff.
Poniedziałek, 17 września 2012 • dodano: 17.09.2012 | Komentarze 1
Umówiliśmy się z Kulistym na przedpołudniowy wypadzik do Olsztyna. Przy okazji zbiórki u Adama miałem zawieźć sobie do szpitala skierowanie na rezonans. Przytłoczyła mnie jednak niestety błyskawiczność usług w ramach NFZ i nie zdecydowałem się na rychły, półroczny termin oczekiwania na położenie się do magnetycznej tuby. Po odfajkowaniu szpitala mykneliśmy przez miasto i skierowaliśmy się ulicą Legionów do wyznaczonego celu. W okolicy Góry Ossona usłyszałem ulubiony dźwięk każdego bikera: PSSSssssSSSSSsssssSSSSSSsssssSSSSSsssss... Przód. Serwis dętki i dalej w drogę czerwonym pieszym koło Zielonej Góry, przez Kusięta do Olsztyna. Po odpoczynku w Leśnym standardem do Częstochowy. Odprowadziłem Adama do centrum zahaczając przy okazji o zaprzyjaźniony rowerowy w celu pozyskania dwóch elementów środka suportu HT II, które pomogły mi zlikwidować luzy na korbie. Po południu jeszcze wałem nadwarciańskim do centrum i dalej do Piksela po 100 ml oleju Rohloff. Finish Line już mnie wyprowadza z równowagi swoją zdolnością do łapania syfu. Całkiem fajny dystans wyszedł.
- DST 71.30km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Po rosołku.
Niedziela, 9 września 2012 • dodano: 09.09.2012 | Komentarze 1
Popołudniowa wycieczka do Złotego Potoku z kobe24la. Wyruszyliśmy o 15:00 i do celu podróży dojechaliśmy przez rowerostradę, Skrajnicę, Olsztyn, czarno - żółto - zielony przez Sokole, Zrębice, czerwony pieszy i Aleję Klonową. Po odpoczynku nad Amerykanem powrót przez "Szlak ku źródłom", Siedlec, Krasawę, Zrębice, Sokole, Olsztyn, Skrajnicę i rowerostradę. Na Rakowie rozchodniaczek i do domów. Pogoda bajeczka - lato nie odpuszcza. Oby jak najdłużej. 
Przy Kapliczce Świętego Idziego w Zrębicach.
© poisonek
- DST 83.40km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Jabłuszko ;)
Środa, 5 września 2012 • dodano: 05.09.2012 | Komentarze 2
Czy jabłuszka w sadach w Małusach są już dobre? Postanowiłem to sprawdzić. Rano do pracy a potem przez Wyczerpy, Jaskrów, Wancerzów, Mstów i niebieski pieszy na górę do wspomnianych jabłonek. Jabłuszka już całkiem całkiem, ale trzeba jeszcze im dać ze dwa tygodnie świętego spokoju. Skonsumowałem mimo to dwie sztuki a jedną uwieczniłem na fotce :)
Jabłuszko :)
© poisonek
Dalsza droga to niebieski do Turowa, Olsztyn, Przymiłowice, Zrębice, czarno - zielono - żółty przez Sokole, Olsztyn, Skrajnica i dom. Pod wieczór pozwoliłem sobie jeszcze na przejażdżkę po mieście dojeżdżając i wracając z centrum wałem nadwarciańskim. Całkiem fajny przebieg dziś wyszedł. Mimo bliskości nie ciągnęło mnie jakoś specjalnie do setki. Po przekroczeniu 100 setek ten dystans mi się trochę uzwyczajnił ;)
- DST 66.50km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
"I am a man who walks alone..."
Wtorek, 4 września 2012 • dodano: 04.09.2012 | Komentarze 1
No nie tak do końca, ale własnie ten utwór Iron Maiden towarzyszył mi w pierwszej, dopołudniowej części dzisiejszego, rowerowego dnia. "Fear of the dark":
Spokojna przejażdżka z muzą na uszach. Guardian, Kusięta. Olsztyn, Skrajnica, dom. Po południu spotkanie przed skansenem z kobe24la, Pietro1978 i Pikselem i dojazd na spotkanie z Fakim w Leśnym. Trasa wiodła przez Kirkut, kokosownię, Legionów gdzie w okolicy Góry Ossona odłączył się od nas Piksel, czerwony pieszy, Kusięta i Olsztyn. Na miejscu rowerowy zlot. Byli chyba wszyscy szosowcy, a do tego po cywilu Abovo, Ruda i Faki. Po posiadówce i całej masie opowieści dziwnej treści powrót do domku przez Skrajnicę. Na Kręciwilku spotkanie ze sporą grupą CFR. Na koniec jeszcze rozchodniaczek z Marcinem w bliżej nie określonym barze, bo "U Andrzeja" likwidacja :(
- DST 62.30km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Dopołudniówka.
Poniedziałek, 3 września 2012 • dodano: 03.09.2012 | Komentarze 0
Asfaltowa przejażdżka do Poraja. Nic szczególnego. Trasa: Kirkut, Kokosownia, Legionów, czerwony pieszy, Kusięta, Olsztyn, Biskupice, Choroń, Osiny, Zawodzie Poczesna, Czewa. W Poczesnej zadzwonił szwagier z prośbą o pilotowanie sprawy zakupu przez niego nowego roweru. Podjechałem więc do niego i razem z moim chrześnikiem a szwagra synem, Maćkiem pojechaliśmy jeszcze wałem nadwarciańskim do sklepu na Garibaldiego. Po oględzinach i wyborze ewentualnie nowego zakupu powrót do domu tą samą trasą.
- DST 80.20km
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień rekordów.
Środa, 29 sierpnia 2012 • dodano: 29.08.2012 | Komentarze 5
Dziś w planach był dzień o największym przebiegu kilometrowym podczas pobytu w Tatrach. Trasa miała wyglądać bardzo podobnie jak ta, którą w maju pokonałem ze zbyszko61 z małym (hahaha - małym...) urozmaiceniem w postaci podjazdu Doliną Suchej Wody do schroniska Murowaniec. Wyjazd rozpocząłem ok 10:00 i ruszyłem na Gubałówkę. Z Gubałówki zjazd przez Ząb do Poronina (71,8 km/h) i dalej podjazd pod Bukowinę Tatrzańską i na Polanę Głodówka. Przepiękny widok!!! Po zjeździe z Polany dotarłem do "dania głównego" dzisiejszej wyprawy: Dolina Suchej Wody i podjazd pod schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej. HARDCORE!!! Były to zdecydowanie najtrudniejsze 13 km jakie przyszło mi pokonać na rowerze. Podjazd to 6,5 km szlak w całości złożony ze sporej wielkości kamieni, niestety również luźnych. Do tego nachylenie podjazdu... Na 6,5 km różnica wzniesień wynosi 500 metrów (średnie nachylenie 7,7%)... Jazda pod górę wydobyła ze mnie maksimum moich umiejętności jazdy na rowerze. Mijani turyści patrzyli na mnie już sam nie wiem jak. Czy z podziwem, niedowierzaniem, ciekawością czy też z politowaniem. Dotarłem pod schronisko mocno zajechany, ale otuchy dodały mi brawa, które otrzymałem od odpoczywających turystów. Mnie już jednak po głowie chodziło co innego... Jak ja mam zjechać w dół??? Bo nie był to zjazd na którym się odpoczywa. Całość na stojąco z pełnym napięciem mięśniowym całego ciała. Ręce, nogi, plecy, mięśnie oddechowe po prostu omdlewały. Dotarłem na dół kompletnie wyczerpany. Nie byłem w stanie jechać po praktycznie prostym asfalcie nawet kilkanaście km/h... Musiałem odpocząć. Po 15 minutach zregenerowałem się jako tako i zjechałem do Zakopanego i przez Kościelisko i Witów dotarłem na kwaterę. Co do dzisiejszych moich rekordów: poprawiłem wynik maksymalnej wysokości którą uzyskałem na rowerze. Od dziś wynosi on 1500 metrów npm. Maksymalne dzienne przewyższenie to od dziś 1781 metrów. Udało się w końcu po 3 latach bez osiągnięcia tej bariery dojechać do 5000 km w sezonie. Dziś byłem bardzo zmęczony lecz jednocześnie bardzo z siebie dumny...

Widok na Tatry z Gubałówki I.
© poisonek

Widok na Tatry z Gubałówki II.
© poisonek

Widok na Tatry z okolic Bukowiny Tatrzańskiej I.
© poisonek

Widok na Tatry z okolic Bukowiny Tatrzańskiej II.
© poisonek

Widok na Tatry z okolic Bukowiny Tatrzańskiej III.
© poisonek

Widok na Tatry z okolic Bukowiny Tatrzańskiej IV.
© poisonek

Widok na Tatry z Polany Głodówka I.
© poisonek

Widok na Tatry z Polany Głodówka II.
© poisonek

Widok na Tatry z Polany Głodówka III.
© poisonek

Dolina Suchej Wody.
© poisonek
Tak wyglądał szlak. Życzę powodzenia wszystkim, którzy się na niego zdecydują :)
Dolina Suchej Wody. Podjazd pod Murowaniec I
© poisonek

Dolina Suchej Wody. Podjazd pod Murowaniec II
© poisonek

Przy schronisku Murowaniec I.
© poisonek

Widok na Tatry z Hali Gąsienicowej I.
© poisonek

Widok na Tatry z Hali Gąsienicowej II.
© poisonek

Widok na Tatry z Hali Gąsienicowej III.
© poisonek

Widok na Tatry z Hali Gąsienicowej IV.
© poisonek

Widok na Tatry z Hali Gąsienicowej V.
© poisonek

Kasprowy Wierch.
© poisonek

Stacja na Kasprowym Wierchu.
© poisonek

Goodman na Hali Gąsienicowej.
© poisonek

Poisonek na Hali Gąsienicowej.
© poisonek

Poisonek na Hali Gąsienicowej II.
© poisonek

Skocznia narciarska Wielka Krokiew.
© poisonek
- DST 67.20km
- Sprzęt Szmata - Przeszłość
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzy górki w Beskidach.
Niedziela, 12 sierpnia 2012 • dodano: 12.08.2012 | Komentarze 1
Miało nie być tego wyjazdu. Wszystkie znaki głównie na niebie wskazywały, że nie powinien się odbyć. Prognozy pogody w piątek nie pozostawiały złudzeń: w weekend będzie lać. Ale oczywiście wbrew zdrowemu rozsądkowi zapakowaliśmy się w sobotni ranek do aut i w padającym deszczu ekipa w składzie faki, kobe24la, pietro1978, zbyszko61 i ja ruszyła w Beskidy. Po dotarciu na miejsce nie było mowy o jakiejkolwiek jeździe - lało konkretnie. Całą sobotę spędziliśmy więc w trybie rozrywkowym. Dopiero w niedzielę od rana wyglądało to nieco lepiej. Świadomi jednak tego, że na szlakach po kilkudziesięciu godzinach deszczu będzie ekstremalnie niebezpiecznie zdecydowaliśmy się na wariant asfaltowy. Wskoczyliśmy w ciuchy i na pierwszy ogień Przełęcz Salmopolska. Jechało mi się dość dobrze (podjechałem na środkowym blacie) i w dość dobrym tempie wjechałem na górę z zamiarem zjedzenia śniadania. Jednak z powodu dość wczesnej pory nie było zbyt dużej oferty gastronomicznej więc po dotarciu wszystkich pod Biały Krzyż stwierdziliśmy, że zjedziemy na dół i śniadanko zjemy na kwaterze w Wiśle. Po śniadaniu kierunek na następny podjazd: Przełęcz Kubalonka. Pojechaliśmy tam w towarzystwie kolarzy biorących udział w odbywającym się na tej trasie wyścigu szosowym. Niektórzy z nich mijali nas jak furę z gnojem ale innych udało nam się wyprzedzać ;) Na szczycie udało mi się nawet załapać na bufet, gdyż obsługująca go pani chyba pomyliła mnie z uczestnikiem wyścigu i wsadziła w rękę Powerade`a :))) Ten podjazd również ze środka korby. Ze szczytu zajebisty zjazd do Wisły i kierunek na trzecią dziś górkę: Równica. Wjechaliśmy na ścieżką rowerową prowadzącą do Ustronia. I tu zaczęły się kłopoty. Zaczęło padać. Po chwili deszcz był już tak intensywny, że byliśmy cali przemoczeni i upieprzeni błotem. Na domiar złego złapałem jeszcze kapcia. Po klejeniu dotarliśmy do Ustronia i z marszu rozpoczęliśmy podjazd na Równicę. W jego połowie rozpętało się wodne piekło. Deszcz przerodził się w prawdziwą ulewę. Nigdy nie zdarzyło mi się jechać w tak ekstremalnej pogodzie. I to w górach. Woda zalewał oczy. Była wszędzie. Wtaszczyliśmy się na szczyt - ja jadąc już na młynku - i natychmiast zaczęliśmy się rozgrzewać herbatą z cytryną. Podczas odpoczynku na górze olśniło mój durny łeb: w plecaku przez cały czas wiozłem foliowy płaszcz przeciwdeszczowy... Jedynie co mogłem zrobić to założyć go na zjazd zadowolony przynajmniej z tego, że osłoni mnie przed przenikliwym wiatrem. Zjechaliśmy z Równicy i dojechaliśmy do centrum Wisły a następnie na kwaterę jadąc przez cały czas w strugach wody lejącej się na nas z nieba i z ulic.
Podsumowując: w jeden dzień zaliczyliśmy 3 niezłe podjazdy. Suma przewyższeń wyniosła 1280 metrów. Wyjazd rowerowo udany, aczkolwiek do pełni szczęścia zabrakło lepszej pogody. TRZYMAJ SIĘ FAKI!!!
1601 metrów przewyższenia.
Widok dzisiejszej trasy:
Fotki:
Ekipa na Przełęczy Salmopolskiej I
© poisonek
Ekipa na Przełęczy Salmopolskiej II.
© poisonek
Ekipa na Przełęczy Salmopolskiej III.
© poisonek
Nad Jeziorem Czarneńskim.
© poisonek
Widok na Jezioro Czarneńskie z tarasu Pałacu Prezydenckiego.
© poisonek
Na Równicy.
© poisonek
Rozgrzewająca herbatka z cytrynką na Równicy.
© poisonek
Widok z Równicy I.
© poisonek
Widok z Równicy II.
© poisonek
Widok z Równicy III.
© poisonek















