Trochę o mnie:

avatar








Poisonek z wiochy Częstochowa. Przejechałem 186396.92 km (na bikestats) + 48183 km (przed bikestats). Więcej o mnie.

10.2010 - 05.2011 Nowotwór próbował...

Póki co nie dał rady...



„Ból jest przemijający, a skutki rezygnacji pozostają na zawsze.”


"Rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni. Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli..."


"Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze..."


"Nie słuchaj głosu w Twojej głowie, który mówi, że nie dasz rady. On łże..."



Yes Master!!! Na zawsze z Tobą...




AKTUALNY SEZON

Sezon 2026 button stats bikestats.pl

ARCHIWALNE SEZONY

Sezon 2025

button stats bikestats.pl

Sezon 2024

button stats bikestats.pl

Sezon 2023

button stats bikestats.pl

Sezon 2022

button stats bikestats.pl

Sezon 2021

button stats bikestats.pl

Sezon 2020

button stats bikestats.pl

Sezon 2019

button stats bikestats.pl

Sezon 2018

button stats bikestats.pl

Sezon 2017

button stats bikestats.pl

Sezon 2016

button stats bikestats.pl

Sezon 2015

button stats bikestats.pl

Sezon 2014

button stats bikestats.pl

Sezon 2013

button stats bikestats.pl

Sezon 2012

button stats bikestats.pl

Sezon 2011

button stats bikestats.pl

Sezon 2010

button stats bikestats.pl

Sezon 2009

button stats bikestats.pl

Sezon 2008

button stats bikestats.pl


MOJE KRĘCENIE OD 01.01.1997 do 31.03.2026: 233.634 km


1997: 3806 km
1998: 4146 km
1999: 3757 km
2000: 4659 km
2001: 3253 km
2002: 4754 km
2003: 4309 km
2004: 6004 km
2005: 5278 km
2006: 5012 km
2007: 3205 km
2008: 11017 km
2009: 4918 km
2010: 4888 km
2011: 4791 km
2012: 8417 km
2013: 12372 km
2014: 11459 km
2015: 11409 km
2016: 16632 km
2017: 10351 km
2018: 11305 km
2019: 11587 km
2020: 11091 km
2021: 10023 km
2022: 10061 km
2023: 10112 km
2024: 10356 km
2025: 13082 km
2026: ? km

MOJE MAX`Y:


Max dystans 24 godzinny:

05.07.2014 - 505,77 km


Max dystans miesięczny:

07.2016 - 2.156,10 km


Max dystans roczny:

2016 - 16.632 km


Max prędkość:

17.08.2013 - 82,73 km/h


Max wysokość n.p.m.:

10.09.2016 - 2.776 m n.p.m.


Max wyjazdów w miesiącu:

31 - ostatnio lipiec 2025


Max wyjazdów w roku:

316 - 2016


Min 10.000 km w rok:

14 razy - ostatnio 2025


Min 1.000 km w miesiącu:

109 razy - ostatnio marzec 2026


Min 2.000 km w miesiącu:

3 razy - ostatnio lipiec 2025


Min 100 km dziennie:

323 razy - ostatnio 27.02.2026


Max temperatura na rowerze:

11.08.2015 - +41°C


Min temperatura na rowerze:

-17°C


Odwiedzone województwa:

dolnośląskie, kujawsko - pomorskie, łódzkie, małopolskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie


Odwiedzone kraje:

Austria, Hiszpania, Niemcy, Polska, Słowacja, Szwajcaria, Szwecja, Turcja, Włochy

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

J. Ze zdjęciem, filmem lub mapką

Dystans całkowity:92785.69 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:1719
Średnio na aktywność:53.98 km
Więcej statystyk

Chochołowska i Płazówka.

Niedziela, 27 lipca 2014 • dodano: 27.07.2014 | Komentarze 2

Witów. Miejsce, w którym czas płynie inaczej. Piękna przyroda. Wspaniali ludzie. Tu człowiek rozumie sens życia.
Wczoraj po przyjeździe od razu przygrzało z nieba wodą, więc nie pozostało nam nic innego, jak tylko oddać się płynnym atrakcjom :) Dziś już trzeba było się ruszyć, więc pojechaliśmy z Rafałem na tradycyjny, dobry początek. Chochołowska i Płazówka. Niestety zaraz po wjeździe w Chochołowską znów burza. Przeczekaliśmy najbardziej intensywny opad pod daszkiem i gdy nieco ustało kontynuowaliśmy jazdę w stronę schroniska. O dziwo po kilku kilometrach okazało się, że na górze sucho. Odpoczeliśmy przy piwku na Polanie Chochołowskiej i zjechalismy na dół taplajac się w tatrzańskim błotku. W Witowie  zaciągnąłem jeszcze Rafała na Płazówkę na którą jeszcze nigdy nie wjeźdżał. Ze względu na to, że z ciekawości zabrałem ze sobą Garmina w celu sprawdzenia nachyleń podjazdów mogłem na własne oczy zobaczć ile procent ma najbardziej stromy odcinek podjazdu na Płazówkę. Na chwilę na wyświetlaczu licznika wskoczyła wartość 23% :) Milutko. Zjazd oczywiście mega szybki (70,53 km/h). Niestety najechałem na kamień i złapałem sneak`a. Nie było co kleić, więc Rafał podskoczył na kwaterę i dowiózł dętkę. Na koniec obmyliśmy rowery i siebie wodą z węża i poszliśmy kontynuować płynne atrakcje ;)
Z kolanem nadal lipa. Czarno to widzę...
Mój nowy rowerek. Jadę na Gubałówkę ;)
Mój nowy rowerek. Jadę na Gubałówkę ;) © poisonek
Przy schronisku na Polanie Chochołowskiej
Przy schronisku na Polanie Chochołowskiej © poisonek
Standardowy widoczek z Doliny
Standardowy widoczek z Doliny © poisonek
Mnichy
Mnichy © poisonek
Parujące Tatry z Płazówki
Parujące Tatry z Płazówki © poisonek
Kościół na Płazówce
Kościół na Płazówce © poisonek




101 Częstochowska Masa Krytyczna. 1000 km w lipcu.

Piątek, 25 lipca 2014 • dodano: 25.07.2014 | Komentarze 0

101 Częstochowska Masa Krytyczna. Bardzo udana impreza - 285 uczestników. Na Masie była tym razem ze mną moja Kochana Żonka, jadąca na swym nowym rowerku. Nie wiem co tam mówili inni, ale dla mnie to był najpiękniejszy widok na dzisiejszej Masie :)
Przy okazji kolejny miesiąc z 1000 km przebiegu. Jutro wyjazd do miejsca, gdzie czas płynie inaczej :)
Szprychówka 101 Czestochowskiej Masy Krytycznej © poisonek
Żonka jedzie na Masę
Żonka jedzie na Masę © poisonek




Kamień.

Poniedziałek, 21 lipca 2014 • dodano: 21.07.2014 | Komentarze 0

Kawałek jedną nogą do Roberta i na kamień. Wcześniej miał być piątek kolarza, ale okoliczności się zbuntowały. Zdjęcie przy pomocy nowego nabytku: mini statywiku z możliwością mocowania telefonów komórkowych.
W kamieniołomie
W kamieniołomie © poisonek




Szosowy Ogrodzieniec.

Sobota, 19 lipca 2014 • dodano: 19.07.2014 | Komentarze 0

Kolejna wycieczka z cyklu "szosowy Ogrodzieniec". Tym razem naprawdę stawiła się liczna i mocna ekipa. Trasa tradycyjna: Kucelin, Olsztyn, Przymiłowice, Zrębice, Piasek, Janów, Złoty Potok, Gorzków, Postaszowice, Niegowa, Mirów, Kotowice, Kroczyce, Przyłubsko, Siamoszyce, Giebło, Biskupice, Pilica, Złożeniec, Ryczów, Ogrodzieniec, Kiełkowice, Morsko, Włodowice, Kotowice, Jaworznik, Żarki, Czatachowa, Złoty Potok, Siedlec, Krasawa, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn, Odrzykoń i dom. Tempo bardzo fajne aczkolwiek ból kolana nie dał mi całkowicie rozwinąć skrzydeł. Trudno - nie ma wyjścia - trzeba zrobić przerwę od roweru, bo taka jazda nie ma sensu. Tym bardziej, że za tydzień będzie gdzie jeździć. Na powrocie strzeliłem od głównej, kilkuosobowej grupy na zjeździe z Czatachowej i już bez napinki dojechałem sobie samotnie do domu. Do Leśnego dziś nie było czasu zajrzeć. 
Bardzo gorąco - poszły 3 litry płynów. 1387 metrów w pionie ;)

U celu. Ogrodzieniec
U celu. Ogrodzieniec © poisonek
Piękna Ekipa pod zamkiem
Piękna Ekipa pod zamkiem © poisonek




Po krzakach.

Wtorek, 15 lipca 2014 • dodano: 15.07.2014 | Komentarze 1

Tak częstochowska brać szosowa często określa jazdę mtb: po krzakach. Sami rowerzyści też mają swoje określenie: partyzanci ;) Takie tam delikatne prześmiewki :) Dziś pojechałem sobie do lasu za którym już mocno się stęskniłem. Dodatkowo chodziło o raczej miękkie kręcenie, które nie obciążyło by mi kolana. Niestety dalej boli. Lipa trochę... Nie zmienia to faktu, że nastrój dziś REWELACYJNY. Jakaś taka ulga po Gdańsku. To już za mną. Ten ciężar wiszący nade mną przez cały ten czas zniknął. Super uczucie spełnienia.
Do Olsztyna pożarówką, przez Biakło i Lipówki. Na miejscu podjechałem na rynek po zakup 100% cukru w cukrze i do Leśnego. W barze jednak żadnych znajomych dusz, więc po opróznienu flaszeczki powrót do domu równiez pożarówką. Na koniec podjechałem jeszcze nad zbiornik huty i przekonałem się, że nawet idiotofonem można zrobić ciekawą fotkę :)
Goodman na Lipówkach z olsztyńskim zamkiem w tle
Goodman na Lipówkach z olsztyńskim zamkiem w tle © poisonek
Goodman nad zbiornikiem huty
Goodman nad zbiornikiem huty © poisonek
Dystans powiększony o kilka kilometrów z wczoraj.




Przed rosołkiem.

Niedziela, 13 lipca 2014 • dodano: 13.07.2014 | Komentarze 1

Po tygodniu odpoczynku po wyprawie do Gdańska dziś trzeba było już wsiąść na rowerek. Starczy tego opieprzania się :) Jak się okazało nie wszystko funkcjonuje tak, jak powinno. Tyłek wyleczony, ale z kolanem niestety nie jest już tak różowo. W związku z tym już od pierwszych metrów Tour de Czatachowa wiedziałem, że raczej nie objadę trasy z grupą. Inna sprawa, że nie wiem czy i ze zdrową nogą dałbym dziś radę, Okazało się, że chłopaki zrobili sobie najszybszy trening w sezonie. Średnia w Olsztynie prawie 40 km/h... No comments... Trasa ta co zawsze: TRW, Srocko, Brzyszów, Kusięta, Olsztyn, Przymiłowice (tutaj zostawiam grupę i odciążam nogę), Zrębice, Piasek, Janów, Złoty Potok, Siedlec, Krasawa, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn i Leśny. Od Przymiłowic w stronę Janowa jechaliśmy w tójkę, ale po drodze systematycznie zbieraliśmy następne osoby i do baru dojechaliśmy już większą grupą. Po chwili dotarł peleton i Zbyszek z Piotrkiem. Do Czewki wróciliśmy w grupce 6 - 7 osób krajówką i przez Odrzykoń.
Cholerka trochę mnie martwi to kolano...
PS. Do dziś trzymają mnie emocje wywołane kolejnym, już czwartym koncertem Metallica na którym byliśmy z Żonką i Rafałem w piątek. Ten był zdecydowanie najlepszy. Świetna set lista, miejsca tuż przy scenie i nieprawdopodobna atmosfera. James po prostu się nie starzeje :)
Papa Het w akcji :)
Papa Het w akcji :) © poisonek




  • DST 505.77km
  • Aktywność Jazda na rowerze

Częstochowa - Gdańsk. 505,77 km w 24 h. SPEŁNIENIE!!!

Sobota, 5 lipca 2014 • dodano: 07.07.2014 | Komentarze 33


Marzenia się spełniają. 505,77 km w ciągu 24 godzin z Częstochowy do Gdańska.

Rekordowy dystans: Częstochowa - Gdańsk w 24 godziny
Rekordowy dystans: Częstochowa - Gdańsk w 24 godziny © Poisonek

Trasa © poisonek

O jednodniowej wyprawie nad morze z Częstochowy do Gdańska usłyszałem w pewnym sklepie rowerowym już dobrych 15 lat temu. Zrobił to mój znajomy Marcin wraz z grupą swoich kolegów. Wtedy była to dla mnie totalna abstrakcja. Podziw jaki miałem dla tych osób tak mocno się we mnie zakorzenił, że w środku coś tam już wtedy zakiełkowało. Mijały lata a ja ewoluowałem rowerowo. Z czasem zacząłem nieśmiało myśleć, że kiedyś warto by było spróbować. Jednak sporo krótsze trasy, które robiłem i to jaki był po nich stan mojego organizmu uzmysławiał mi, jak piekielnie trudne dla mnie jest to wyzwanie. Myśl o Gdańsku w 24 godziny stała się jednak moją obsesją. Nie było sezonu w ostatnich latach w którym nie myślałem o tym ekstremum bardzo intensywnie. Pierwszy raz realnie zacząłem się do tego przymierzać w 2010 roku. Niestety przeszkodził nowotwór...
W 2011 zrobił to Michaill i wzbudził mój ogromny podziw i zazdrość, która jeszcze bardziej wzmocniły moje marzenie. Studziło mnie jednak to, czego Jacek doświadczył po wyprawie. Poważna kontuzja kolana - taka cena.
Stan mojego organizmu z roku na rok się pogarsza. Chemioterapia zrobiła swoje a doszły jeszcze problemy z kolanami i poważne z kręgosłupem. Marzenie się oddalało. Uświadomiłem sobie jednak, że muszę spróbować. Całe to moje rowerowanie, wszystkie rekordy pozostawały by zawsze w cieniu tego niespełnionego celu. Czułbym się niespełniony rowerowo, cokolwiek jeszcze na tym rowerze bym zrobił.

"Mogę zaakceptować porażkę, ale nie mogę zaakceptować braku próby." - Michael Jordan.


Spróbowałem. Założenie było proste: dojechać z Częstochowy do Gdańska w 24 godziny. 500 km... Decyzja zapadła błyskawicznie - bez długiego planowania i nakręcania się. Nastąpił wybór daty, trasy i roweru, którym pojechałem. Góral. Bo tak właśnie miało być w moim marzeniu - na góralu. Może na szosówce, którą mam było by prościej, ale ja bym to odebrał jako pójście na skróty. 
Sen przed wyjazdem w sobotę 5 lipca był nieporozumieniem. Emocje nie pozwalały zasnąć i skończyło się tylko na 3,5 godzinnym epizodzie, przerywanym częstym budzeniem się. Zapakowałem najbardziej niezbędne rzeczy i prowiant do plecaka. Kierował mną totalny minimalizm: wszystkiego było tylko tyle, ile potrzeba. Nawet pasty do zębów zabrałem tylko na 3 mycia. Mini ręczniczek. Łyżka do jedzenia? Aluminiowy antyk, bo lżejsza. Liczył się każdy gram. W drogę.

Częstochowa 5 lipca 2014 godzina 3:00.


Trasa wyglądała następująco: Częstochowa, Nowa Brzeźnica, Szczerców, Buczek, Łask, Szadek, Uniejów, Dąbie, Kłodawa, Przedecz, Izbica Kujawska, Lubraniec, Brześć Kujawski, Włocławek, Lipno, Kikół, Golub - Dobrzyń, Lipnica, Wąbrzeźno, Radzyń Chełmiński, Grudziądz, Dolna Grupa, Warlubie, Osiek, Skórcz, Starogard Gdański, Kleszczewo i Gdańsk. W nawigacji czasem pomagał GPS w telefonie, do którego zabrałem trzy zapasowe baterie. Nie obyło się jednak bez dwóch pomyłek trasy, co dołożyło mi około 10 dodatkowych kilometrów. W sumie to nic się nie stało, bo gdyby nie to, trzeba by było dokręcać do 500 km u celu podróży.
Zastosowałem system Jacka: godzina jazdy - 5 minut przerwy, którą co kilkadziesiąt kilometrów wydłużałem do 10 minutowego postoju. Przerwy często wypadały mi pomiędzy miejscowościami, więc na ich miejsce wybierałem najczęściej zabudowane przystanki autobusowe. Kładłem się tam na brzuchu na ławeczce, odciążając co raz bardziej bolące plecy. Plecak wypełniony wodą, prowiantem i niezbędnymi rzeczami strasznie ciążył i wzmagał ból pleców i karku. Po drodze pożywiałem się zabranym ze sobą makaronem z sosem pomidorowym popakowanym w woreczki strunowe. No i standardowe batony musli i woda z bukłaka.
Pierwszy poważny kryzys dopadł mnie tuż przed półmetkiem. W okolicach 250 km siły mnie opuściły. Perspektywa przejechania jeszcze 250 km niszczyła mnie psychicznie. Do tego zrobiło się potwornie gorąco. Zacząłem się zastanawiać czy dam radę. Pomogła Żonka motywując przez telefon, rozmowy z Rafałem i Robert również przesyłający motywujące sms`y. Swoje zrobiła też Pepsi. 100% cukru w cukrze dodało energii i jakoś poszło. Za półmetkiem było już lepiej, no bo "już bliżej jak dalej". Jednak zmieniał się teren: to, że bliżej morza wcale nie znaczy, że bardziej płasko. Przeciwnie - trasa zaczęła przypominać sinusoidę. Doszedł ból lewego kolana, którego się spodziewałem. Super - około 200 km dociążając bardziej prawą nogę... Oczywiście przypłaciłem to skurczami prawego uda pod koniec trasy, pomimo zażywania podczas jazdy magnezu z potasem. Po zmroku zacząłem nieśmiało myśleć, że może się uda. Bo cały czas wątpiłem: mówiłem sobie i innym, że na razie jadę - zobaczymy gdzie dojadę. Najwyżej wsiądę w pociąg. Wiedziałem, że kryzys może przyjść w każdej chwili i dobije mnie do gleby. Nie przyszedł. Organizm jakby się wyłączył: przestałem czuć ból. Na kilkadziesiąt kilometrów przed finiszem trafiłem na ciężki psychicznie odcinek około 30 km bez żadnych oznak cywilizacji. Do tego miałem dość spore problemy z przednimi lampkami, ale jazda w totalnej ciemności wokół motywowała mnie do mocniejszego kręcenia. Chciałem jak najszybciej wyjechać z tej leśnej ciemnicy i zobaczyć wreszcie światła Gdańska. 
Wojtek załatwił kwaterę w Gdańsku. Miałem jechać w ciemno do jakiegoś hostelu, ale przez odbywający się w Trójmieście Open`er Festival wszystko było zajęte. Voit coś tam jednak po kilkudziesięciu telefonach wyszukał. Świetne miejsce z bardzo życzliwymi właścicielami. Nawet wspomnieli o mnie na swoim blogu. Dzięki Wojtek.
Końcówka już mega szybko. Wiedziałem, że się udało. 500 km wybiło o godzinie 2:42 w niedzielę 6 lipca. Granicę miasta Gdańska przekroczyłem kilka minut później. Czas efektywnej jazdy 19:54. Średnia 25,4 km/h.

Gdańsk 6 lipca 2014 godzina 2:46.


Zrobiłem to. Udało się zrealizować moje największe rowerowe marzenie: Częstochowa - Gdańsk w 24 godziny. Zostało 14 minut zapasu. Nie miałem siły za bardzo się cieszyć. Nie mogłem się doczekać, kiedy wejdę pod prysznic i zmyję z siebie ogromną ilość soli zmieszanej z brudem. Przy rozbieraniu okazało się jak skutecznie organizm wyłączył odczuwanie bólu - na wkładce w spodenkach krew. Nawet nie czułem, że wytarłem skórę na tyłku... Po kąpieli usnąłem błyskawicznie... na 3,5 godziny... Obudziłem się o 7:00 rano i nie mogłem dalej spać. Emocje i zbyt duże zmęczenie. 

Spełniłem się.


Dziękuję Żonce, Córuni, reszcie rodziny, przyjaciołom i znajomym za wsparcie. Robertowi za to, że uratował mnie przed realiami PKP i przyjechał po mnie do Łodzi.

Szczególne słowa kieruję do ludzi walczących o każdy dzień. O życie. Warto walczyć i warto marzyć. Można w 3 lata po nowotworze wsiąść na rower i przejechać w ciagu 24 godzin 500 km. Pamiętajcie: WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!!!

Jedna z hałd okolic Kleszczowa
Jedna z hałd w okolicach Kleszczowa © poisonek
Włocławek
Włocławek. Miasto z fatalnym stanem dróg. © poisonek
Wisła z zapory we Włocławku
Wisła z zapory we Włocławku © poisonek
Zalew Włocławski
Zalew Włocławski © poisonek
Zamek Golub - Dobrzyń
Zamek Golub - Dobrzyń © poisonek
Zamek Radzyń Chełmiński I
Zamek Radzyń Chełmiński I © poisonek
Zamek Radzyń Chełmiński II
Zamek Radzyń Chełmiński II © poisonek
Grudziądz
Grudziądz © poisonek
Na moście nad Wisłą w Grudziadzu
Na moście nad Wisłą w Grudziadzu © poisonek
Grudziądz od strony Wisły
Grudziądz od strony Wisły © poisonek
Cel. Gdańsk
Cel. Gdańsk © poisonek
Pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku
Pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku © poisonek
Wejście do dawnej Stoczni Gdańskiej
Wejście do dawnej Stoczni Gdańskiej © poisonek
Czołg T-34 w Al. Zwycięstwa w Gdańsku
Czołg T-34 w Al. Zwycięstwa w Gdańsku © poisonek
PGE Arena w Gdańsku
PGE Arena w Gdańsku © poisonek
Szmata na plaży
Szmata na plaży © poisonek
Poisonek na plaży
Poisonek na plaży © poisonek
Długi Targ
Długi Targ © poisonek
Brama Złota
Brama Złota © poisonek
Ratusz Głównego Miasta w Gdańsku
Ratusz Głównego Miasta w Gdańsku © poisonek
Przy fontannie Neptuna
Przy fontannie Neptuna © poisonek
Motława i Gdański Żuraw
Motława i Gdański Żuraw © poisonek
Stateczek ;)
Stateczek ;) © poisonek
I ja przy Żurawiu
I ja przy Żurawiu © poisonek




Szosowo z Trenerem Cieślakiem. Pierwsze kilometry 40 latka.

Wtorek, 1 lipca 2014 • dodano: 01.07.2014 | Komentarze 0

Szosowy wypad na Maryśce. Miało być samotnie i w szybkim tempie, ale podczas dojazdu do Janowa doszedłem Trenera Kadry Polski żużlowców Pana Marka Cieślaka i te plany zamieniłem na spokojną jazdę w super towarzystwie i z fajnymi pogaduchami. Ale od początku: trasa przez Kucelin, Guardian, Kusięta, Olsztyn, Przymiłowice, Piasek, Janów, Złoty Potok, Siedlec, Krasawa, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn. W Leśnym dolączyliśmy do odpoczywającycej w towarzystwie Jacka Asi. Posiedzieliśmy chwilę i gdy już mieliśmy się zbierać dojechały Żelki. No i nie dane mi było wrócić do domu o cywilizacyjnej godzinie ;) Postój przedłużył sie o kilkadziesiąt minut a po nim najkrótszą trasą - po zmianach - do domu. W zasadzie to jeszcze nie do domu, bo ławeczka upominała się o swoje prawa ;) Świetny dzień. Kilka dni odpoczynku skumulowało moc w nogach: było czym kręcić.
Przy okazji dziś przejachałem pierwsze kilometry jako 40 latek :) No tak - w sobotę wskoczyła mi nowa cyfra z przodu, ale ze względu na huczne obchody tego jubileuszu dało radę wyjechać na rower dopiero dziś ;)
Z Trenerem Markiem Cieślakiem
Z Trenerem Markiem Cieślakiem © poisonek




100 Częstochowska Masa Krytyczna.

Piątek, 27 czerwca 2014 • dodano: 27.06.2014 | Komentarze 0

100 Częstochowska Masa Krytyczna. 821 uczestników. Czujecie to: w tej zapyziałej dziurze tylu masowiczów??? Jestem pod ogromnym wrażeniem. WIelkie brawa dla wszystkich uczestników!!!
Po Masie spotkanie w gronie rowerowych Przyjaciół, krtórych dziś stawiła sie prawdziwa moc. DZIĘKUJĘ ZA PREZENT!!! Jak zawsze pamiętaliście :) A Kulistemu za dostarczanie informacji wrogiemu wywiadowi to wykręcę za 3 szprychy z FastForwardów ;)

100 Czestochowska Masa Krytyczna. Przed przejazdem
100 Częstochowska Masa Krytyczna. Przed przejazdem © poisonek
100 Czestochowska Masa Krytyczna I
100 Częstochowska Masa Krytyczna I © poisonek
100 Czestochowska Masa Krytyczna II
100 Częstochowska Masa Krytyczna II © poisonek
100 Czestochowska Masa Krytyczna III
100 Częstochowska Masa Krytyczna III © poisonek
W Masie
W Masie © poisonek
Co taki zdziwiony?
Co taki zdziwiony? © poisonek
W Masie II
W Masie II © poisonek
100 Czestochowska Masa Krytyczna. Wywiad
100 Czestochowska Masa Krytyczna. Wywiad © poisonek
I znów wywiady
I znów wywiady © poisonek




Dziwna sobota.

Sobota, 21 czerwca 2014 • dodano: 21.06.2014 | Komentarze 3

Dziś wszystko miało inaczej wyglądać. Po pierwsze primo mieliśmy jechać z grupą szosowców do Ogrodzieńca. Jednak niepewna pogoda spowodowała, że ten projekt upadł na rzecz wycieczki do Bobolic przez Mzurów. Stawiłem się więc na zbiórce koło TRW. Nie wiem jakim cudem nie zauważyłem Adama, z którym mieliśmy pojechać właśnie do Bobolic. Grupa ruszyła, a ja przeświadczony, że Adam się spóźni ujechałem z nią kawałek i postanowiłem wrócić i zaczekać na Kulistego. No i tym sposobem się rozjechaliśmy, bo Adam w tym czasie likwidował już pierwsze ucieczki ;). Po kilku dobrych minutach oczekiwania, nieco wkurzony ruszyłem sam bez żadnego konkretnego planu co do celu jazdy. Skończyło się na rundce przez Srocko, Brzyszów, Małusy, Kobyłczyce, Żuraw, Zagórze, Bukowno, Przymiłowice i Olsztyn. Podjechałem do Leśnego, ale tam pustki. Przypomniło mi się wtedy, że Alex współorganizował dziś rowerowy piknik rodzinny, którego celem był Olsztyn. Ruszyłem więc naprzeciw piknikowiczom podjeżdząjąc z krajówki w kierunku Skrajnicy. Spotkałem się z grupą prowadzoną przez Gienia na szczycie podjazdu i dowiedziałem się, że jadą do Spichlerza pod zamkiem. Dołączyłem do nich na miejscu. W Spichlerzu zaznaliśmy niebywałej gościnności właściciela, racząc się rarytasami z grilla i popijając pigwówką. Przy tym wszystkim okazało się, że biesiaduję w towarzystwie między innymi Sekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów Panią Posłanką Izabelą Leszczyną, Posłem Panem Grzegorzem Sztolcmanem i wójtem Gminy Olsztyn :) Po bardzo pozytywnie spędzonym czasie część grupy postanowiła wracać do domów samochodami a ja z pozostałymi pojechaliśmy do Częstochowy przez Kusięta.
W domu posiedziałem z godzinkę i zaczęło mnie nosić... Kobietki pojechały do Ikei a ja po powrocie w żółwim tempie z grupą piknikowiczów byłem jakiś taki niedojeżdżony. To to wskoczyłem jeszcze raz na Maryśkę i zrobiłem sobie tempówkę przez Zawodzie, Legionów, Srocko, Brzyszów, Małusy, Turów, Olsztyn i Kusięta. 40 km w tempie 30,7 km/h. No i stówka. Do większej stówki został już tylko rzut beretem.
Dziś po raz pierwszy jeździłem z prezencikiem od mojej Żonki, który otrzymałem z okazji zbliżających się moich 40 urodzin. Garmin Edge 500. Fajna zabawka, którą muszę jeszcze trochę rozpracować. Urządzenia wydaje się dość dokładne, bo np różnica pomiaru wzosów i spadków na pętli z tym samym poziomem startu i mety wyniosła jedynie 2 metry przy wartościach rzędu 440 metrów. Będzie się czym bawić.
Garmin EDGE 500
Garmin EDGE 500 © poisonek
Biesiada w Spichlerzu
Biesiada w Spichlerzu © poisonek