Trochę o mnie:

avatar








Poisonek z wiochy Częstochowa. Przejechałem 191571.02 km (na bikestats) + 48183 km (przed bikestats). Więcej o mnie.

10.2010 - 05.2011 Nowotwór próbował...

Póki co nie dał rady...



„Ból jest przemijający, a skutki rezygnacji pozostają na zawsze.”


"Rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni. Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli..."


"Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze..."


"Nie słuchaj głosu w Twojej głowie, który mówi, że nie dasz rady. On łże..."



Yes Master!!! Na zawsze z Tobą...




AKTUALNY SEZON

Sezon 2026 button stats bikestats.pl

ARCHIWALNE SEZONY

Sezon 2025

button stats bikestats.pl

Sezon 2024

button stats bikestats.pl

Sezon 2023

button stats bikestats.pl

Sezon 2022

button stats bikestats.pl

Sezon 2021

button stats bikestats.pl

Sezon 2020

button stats bikestats.pl

Sezon 2019

button stats bikestats.pl

Sezon 2018

button stats bikestats.pl

Sezon 2017

button stats bikestats.pl

Sezon 2016

button stats bikestats.pl

Sezon 2015

button stats bikestats.pl

Sezon 2014

button stats bikestats.pl

Sezon 2013

button stats bikestats.pl

Sezon 2012

button stats bikestats.pl

Sezon 2011

button stats bikestats.pl

Sezon 2010

button stats bikestats.pl

Sezon 2009

button stats bikestats.pl

Sezon 2008

button stats bikestats.pl


MOJE KRĘCENIE OD 01.01.1997 do 31.08.2026: 239.429 km


1997: 3806 km
1998: 4146 km
1999: 3757 km
2000: 4659 km
2001: 3253 km
2002: 4754 km
2003: 4309 km
2004: 6004 km
2005: 5278 km
2006: 5012 km
2007: 3205 km
2008: 11017 km
2009: 4918 km
2010: 4888 km
2011: 4791 km
2012: 8417 km
2013: 12372 km
2014: 11459 km
2015: 11409 km
2016: 16632 km
2017: 10351 km
2018: 11305 km
2019: 11587 km
2020: 11091 km
2021: 10023 km
2022: 10061 km
2023: 10112 km
2024: 10356 km
2025: 13082 km
2026: ? km

MOJE MAX`Y:


Max dystans 24 godzinny:

05.07.2014 - 505,77 km


Max dystans miesięczny:

07.2016 - 2.156,10 km


Max dystans roczny:

2016 - 16.632 km


Max prędkość:

17.08.2013 - 82,73 km/h


Max wysokość n.p.m.:

10.09.2016 - 2.776 m n.p.m.


Max wyjazdów w miesiącu:

5 razy 31 - ostatnio lipiec 2026


Max wyjazdów w roku:

316 - 2016


Min 10.000 km w rok:

14 razy - ostatnio 2025


Min 1.000 km w miesiącu:

114 razy - ostatnio sierpień 2026


Min 2.000 km w miesiącu:

3 razy - ostatnio lipiec 2025


Min 100 km dziennie:

327 razy - ostatnio 30.08.2026


Max temperatura na rowerze:

11.08.2015 - +41°C


Min temperatura na rowerze:

-17°C


Odwiedzone województwa:

dolnośląskie, kujawsko - pomorskie, łódzkie, małopolskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie


Odwiedzone kraje:

Austria, Hiszpania, Niemcy, Polska, Słowacja, Szwajcaria, Szwecja, Turcja, Włochy

ARCHIWUM BLOGA

2026
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
Wpisy archiwalne w kategorii

C. Cóś więcej (60-100 km)

Dystans całkowity:29089.52 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:412
Średnio na aktywność:70.61 km
Więcej statystyk

Pierwszy raz na rowerze...

Niedziela, 13 listopada 2011 • dodano: 13.11.2011 | Komentarze 4

Dziś pierwszy raz jechałem na rowerze... szosowym ;). Adam postanowił pokazać mi z czym to się je i wyciągnął mnie na swoją zimową kolarkę Accenta. No i tym sposobem przeszedłem szosowy chrzest. 64 km chrztu. Do Adama dojechałem na mtb a potem przesiadka na kolareczkę. Pojechaliśmy przez Jaskrów a następnie Mstów, Skrzydlów, Mokrzesz, Żuraw, Zagórze, Przymiłowice do Olsztyna. U kota masa rowerzystów - zarówno szosowców jak i kolegów górali. Było wesoło. Wszyscy przekrzykiwali się w opisywaniu swoich wrażeń z Rowerowego Balu w którym duża część kolarskiej braci uczestniczyła 11 listopada. A było o czym opowiadać, bo zabawa była przednia. Powrót przez Odrzykoń i koło Guardiana do Adama odstawić szoskę i przesiąść się na Poisona. A teraz wrażenia: inny świat. Jest to zupełnie inna jazda. Rower rozpędza się nieprawdopodobnie szybko. Jazda z średnią 30 km/h to jak dla mnie jazda z nóżki na nóżkę. Mankamenty: rower bardzo sztywny więc wszystko co na drodze czujesz w sobie. Swoje dokłada też twardość opon. Nie mogłem dziś znaleźć przełożenia, ale nic w tym dziwnego: wszakże kaseta i korby diametralnie inne niż w mtb. Pozycja powodowała duży dyskomfort i z czasem bolesność rąk - nie mogłem znaleźć sobie chwytu - i pleców. To też raczej zrozumiałe i wynika z różnicy w budowie roweru szosowego i mtb. Do tego dzisiejsza temperatura (max 2 stopnie na plusie) i ograniczające ruchy ubranie nie pomagały. W zakrętach śmierć w oczach - strach przed upadkiem trochę usztywniał, a raczej symboliczne hamulce (to nie to co tarcze w Poisonie) wzmagały uczucie niepewności. Mimo tylu przeciwności średnia z dość pagórkowatej trasy to ponad 28 km/h uzyskana bez jakiegoś wielkiego ciśnienia na ten wynik. Podsumowując: fajne doświadczenie ale raczej zostanę przy moim ukochanym mtb. Choć szosa też ma swoje niewątpliwe zalety. Potrzeba by mi było po prostu trochę więcej czasu na oswojenie się z rowerem i przełożeniami. Dzięki Adam za umożliwienie posmakowania czegoś dla mnie nowego.

Poisonek z szosówką. © poisonek




Przed rosołem ze STin14 i Zbyszkiem.

Niedziela, 6 listopada 2011 • dodano: 06.11.2011 | Komentarze 1

Nie sposób było dziś nie skorzystać z tak przepięknej pogody!!! Kilkanaście stopni na plusie i błękitne niebo przyozdobione listopadowym słońcem. Ustawiliśmy się ze STin14 i Zbyszkiem o 10:00 i ruszyliśmy do Złotego Potoku. Trasa przez Skrajnicę do Olsztyna oraz przez Sokole Góry, Zrębice i czerwony szlak pieszy do Złotego. Na miejscu odpoczęliśmy chwilę na nowym, pływającym pomoście zacumowanym przy brzegu Amerykana i ruszyliśmy dalej Szlakiem ku źródłom. Minęliśmy źródełka, Ostrężnik i skręciliśmy w prawo w kierunku Suliszowic. Po zjeździe przez tą wieś pojechaliśmy trochę "na czuja" i dotarliśmy w rejon Zaborza. Dalej do Biskupic, gdzie dziś ustanowiłem mój tegoroczny rekord prędkości: 71,8 km/h. Po dotarciu do Olsztyna porcja Gronkowych decybeli u kota i przez Skrajnicę do domków. Tuż przed końcem wycieczki natknęliśmy się jeszcze na Piksela. Sporo dziś terenu, a mimo to tempo dość słuszne. Rowerzystów też cała masa - i to pełne spektrum: od szosowych cyborgów do rekreacyjnych, niedzielnych jeźdźców.

Widok na Sokole Góry. © poisonek

W Alei Klonowej. © poisonek

Na pływającym pomoście w Złotym Potoku. © poisonek

Nie zawsze ma się okazję podnieść rower jednym, małym palcem ręki :) Jackowa maszyna o wadze ~6,5 kg pozwala na takie doświadczenie:
6,5 kg szosówki Specialized Roubaix. © poisonek




  • DST 84.40km
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spełnianie marzeń. Dzień drugi.

Sobota, 15 października 2011 • dodano: 15.10.2011 | Komentarze 8

<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dwp_qBscG_8"> <embed src="http://www.youtube.com/v/dwp_qBscG_8" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>Dziś gwóźdź naszego trzydniowego pobytu nad morzem: wycieczka na Hel. Przepiękna pogoda, przepiękna trasa, niezapomniane wrażenia i uśmiech nie schodzący z naszych ust. Coś cudownego. Bo cóż może być piękniejszego od jazdy po plaży na własnym rowerze czy też połykanie kilometrów podczas jazdy ścieżką rowerową 2 metry od brzegu morza? Chyba niewiele rzeczy... Zdjęcia pokazują namiastkę tego, czego dziś doświadczyliśmy ze Zbyszkiem. Trasa Władysławowo, Chałupy, Kuźnica, Jastarnia, Jurata, Hel i oczywiście z powrotem. Miało być dziś nieco więcej kilometrów ale brakło czasu, który został spożytkowany na robienie zdjęć.

Chałupy. Widok na Zatokę Pucką. © poisonek

Watraki we Władysławowie widziane z Chałup. © poisonek

Chałupy. Widok na Zatokę Pucką w kierunku Helu. © poisonek

Nad Zatoką Pucką. © poisonek

Bunkier w Jastarni. © poisonek

Bunkier na plaży w Jastarni. © poisonek

Spałnienie marzeń. Jazda po plaży na granicy lądu i morza. © poisonek

Spałnienie marzeń. Jazda po plaży na granicy lądu i morza II. © poisonek

Na plaży w Jastarni. © poisonek

Na molo w Jastarni. © poisonek

Welcome to Hell ;) © poisonek

W porcie w Helu. © poisonek

Na plaży w Helu. © poisonek

Na samym czubku Półwyspu Helskiego. © poisonek

Łabędzie na Zatoce Puckiej. © poisonek

Poniżej krótki filmik. Można kliknąć nawet HD pod filmem - będzie deczko lepsza jakość ;)
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/I2DIFE-4LTA"> <embed src="http://www.youtube.com/v/I2DIFE-4LTA" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>I na koniec jeszcze wieczorny bonus: Bałtyk i plaża we Władysławowie w pięknej poświacie księżycowej:
Bałtyk w poświacie księżycowej. © poisonek




  • DST 63.80km
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spełnianie marzeń.

Piątek, 14 października 2011 • dodano: 14.10.2011 | Komentarze 9

Dziś pierwszy dzień spełniania mojego odwiecznego, rowerowego marzenia: jazdy na rowerze nad morzem. Do tego przedsięwzięcia wciągnąłem Zbyszka, z którym wyruszyliśmy o 23:50 z Częstochowy w kierunku Władysławowa. Do tej turystycznej miejscowości dotarliśmy nadzwyczaj szybko, bo już przed godziną 7:00. Po zalogowaniu się na kwaterze i 3 godzinnym śnie ruszyliśmy w trasę. Dziś celem było Jezioro Żarnowieckie. Po drodze rozkoszowaliśmy się przepięknymi, nadmorskimi krajobrazami, które zapewniały nam Rozewie, Jastrzębia Góra, Karwia, Krokowa i Żarnowiec. Temperatura nader przyjemna. Za to wiatr mocno dziś przesadzał. Trasa w obie strony identyczna. Przy okazji potwierdził się fakt, że jazda po nadmorskich miejscowościach wcale nie musi oznaczać płaskich jak stół tras. Górki dziś były wcale nie takie niewielkie. Jutro gwoźdź wyjazdu: Ride to Hell :)

Latarnia Morska w Rozewiu. © poisonek

Na klifie w Jastrzębiej Górze I © poisonek

Na klifie w Jastrzębiej Górze II © poisonek

Klif w Jastrzębiej Górze III © poisonek

Wybrzeże w Karwi I © poisonek

Wybrzeże w Karwi II. Ze Zbyszkiem. © poisonek

Wybrzeże w Karwi III © poisonek

Przy zamku w Krokowej ze Zbyszkiem © poisonek

Nad Jeziorem Żarnowieckim © poisonek




Przed rosołem. Złoty Potok.

Niedziela, 11 września 2011 • dodano: 11.09.2011 | Komentarze 0

Dziś pierwszy raz w tym roku byłem w Złotym Potoku. Ha ha ha ha!!! No jakoś nie po drodze było mi w tym sezonie do tego pięknego zakątka jury. Założenia były ambitne: nie zapierniczać ;) Hmmm... Taaaaaaaa.... Rozpoczęliśmy ze STin14 standardowo przez rowerostradę i Skrajnicę. Po dojechaniu do Olsztyna podjechaliśmy na chwilę pod zamek, gdzie na placu zabaw z żonką bawiła się córcia. Tam też obejrzeliśmy dwa wypasione motocykle. Pierwszy to klasyczny Harley Davidson, drugi to bardzo oryginalny sprzęt z malowaniem nawiązującym do filmu "Władca pierścieni":

Harley Davidson pod zamkiem w Olsztynie. © poisonek

Orginalny motocykl "Lord of the rings" na rynku w Olsztynie. © poisonek

Po chwili już kierunek na Sokole i do Zrębic, gdzie moim ulubionym, czerwonym szlakiem docieramy do Złotego Potoku. Tam po zakupach w sklepie jedziemy zobaczyć jak postępują pracę przy zagospodarowaniu terenu wokół Amerykana. Już coś tam widać:
Modernizacja Amerykana © poisonek

Amerykan w Złotym Potoku. © poisonek

Podjechaliśmy posiedzieć w zacienione miejsce, gdyż pogoda dziś mocno przypominała o fakcie, że mamy jeszcze lato: pełne słońce i temperatura pod 30 stopni. Nie byłbym sobą gdybym nie wlazł do wody, mimo tego, że od jej temperatury pękało szkliwo na zębach ;)
Poisonek w Amerykanie © poisonek

Poisonek w Amerykanie II © poisonek

Nie siedzieliśmy nad stawem zbyt długo, gdyż miałem zaplanowany powrót na 14:00. Skierowaliśmy się w kierunku "Szlaku ku źródłom" robiąc po drodze dobry uczynek i sprzątając zalegające i blokujące w jednym miejscu szlak drzewo. Dalej już przez Siedlec do Krasawy. No i tu powód naszego późniejszego speedowania: STin14 złapał 367 gumę w tym sezonie ;) Po klejeniu już bardzo szybko do Zrębic i w Sokole. W Sokolich spotkanie z Mr. Dry spędzającym z rodzinką wolny czas na łonie natury. Krótka pogawędka i dalej speed. U kota króciutki postój i przywitanie się z szosowcami, którym chyba dziś nie chciało się wyjeżdżać od Rycha. Na koniec już tylko Skrajnica i do domów. No i z ambitnych założeń wyszły nici ;)))




Terenowo z super ekipą.

Czwartek, 23 czerwca 2011 • dodano: 23.06.2011 | Komentarze 1

Dziś konkretny, terenowy dzień z niezłą ekipą. Na propozycję PRZEMO2 dopołudniowej jazdy w Boże Ciało odpowiedział: blabla, faki, MrDry, piter, STin14, Zbyszek no i oczywiście ja. Trasa wiodła zajebistymi, terenowymi szlakami przez Górę Ossona, Mirów, Przeprośną Górkę, Mstów - tutaj miły postój w nowiutkiej altance na terenie kompleksu rekreacyjnego w okolicach "Skały Miłosci", Małusy, Turów, Bukowno, Czepurkę, Piasek, Pabianice, Zrębice - tutaj też postój przy zrębickim molo ;))), Sokole Góry i Olsztyn. Miejscami konkretne, gliniane błotko robiące z opon 1,9 opony minimum 2,5 ;) Zdarzało się też, że nie wiedzieć czemu rowery jechały bokiem ;) W Olsztynie na posiedzeniu dołączają jeszcze do nas yatza i Darek. Jak zwykle w takim gronie kupa śmiechu i opowieści dziwnej treści. Po wypiciu tego co kto tam miał ja, MrDry, blabla i piter pojechaliśmy do domów przez Skrajnicę a reszta ekipy pojechała jeszcze przecierać pomarańczowy i niebieski. Super trasa – trzeba ją będzie częściej powtarzać. Zdjęcia dzięki uprzejmości STin14:

Nad stawem w Mstowie. © poisonek

Ekipa w drodze. © poisonek

Gliniany podjazd w Małusach. © poisonek

Widok na jadącego Poisonka z ambony w Małusach. © poisonek

Widok z ambony w Małusach I © poisonek

Widok z ambony w Małusach II. © poisonek

Ekipa w Turowie. © poisonek

Gdzieś pomiędzy Turowem a Czepurką. © poisonek




Serpentyny Salmopola.

Wtorek, 31 maja 2011 • dodano: 31.05.2011 | Komentarze 6

Dziś plan był ambitny: Przełęcz Salmopolska od strony Ustronia. Do końca nie wiedziałem czy dla mnie realny. Ale kto nie ryzykuje… Po nasmarowaniu się kremem z faktorem 20 – bom spieczony okrutnie – wyruszyłem w stronę zaplanowanego celu. Droga lekko, acz systematycznie pięła się w górę. Dopiero na kilka kilometrów przed przełęczą ni z tego ni z owego wystrzeliła dość mocno znacznie obniżając moją prędkość. Kręciłem mozolnie pokonując kolejne kilometry i walcząc z kilkoma kryzysami, choć trzeba przyznać, że nie jakimiś dramatycznymi. Po kilkudziesięciu minutach jazdy po salmopolskich serpentynach stanąłem przed białym krzyżem, postawionym tam prawdopodobnie w 1932 roku na wysokości 934 m. n.p.m. Posiedziałem trochę przy „radzieckich” pierogach i z niekłamaną radością zjechałem z góry z całkiem fajną prędkością. W Wiśle – Malince postanowiłem zobaczyć zaporę na Jeziorze Czarneńskim oraz zamek – rezydencję Prezydentów RP. Okazało się, że te atrakcje znajdują się jedynie o kilka minut drogi od odwiedzanej już przeze mnie dwukrotnie, niżej położonej zapory na Wiśle. Podjazd pod zameczek: uuuuuuuuu – sztywno :) Po obejrzeniu atrakcji już tylko szybki zjazd do centrum Wisły i dalej wzdłuż rzeki do Ustronia na obiad. Wieczorem po lekkim, wiosennym deszczyku z burzowymi pomrukami jak zwykle lans po Ustroniu. Dziś postanowiłem, że nad Wisłą wypiję sobie soczek. Niestety we wszystkich sklepach był tylko jeden smak: chmielowy ;)))

Biały Krzyż na Przełęczy Salmopolskiej © poisonek

Przed Białym Krzyżem na Przełęczy Salmopolskiej © poisonek

Widok z Przełęczy Salmopolskiej w stronę Szczyrku. © poisonek

Zapora na Jeziorze Czerniańskim © poisonek

Zapora na Jeziorze Czerniańskim z Poisonkiem na I planie. © poisonek

Widok z zapory na spust wody i płynącą dalej Wisłę. © poisonek

Rezydencja Prezydentów RP. Zamek Dolny. © poisonek

Rezydencja Prezydentów RP. © poisonek

Widok na Jezioro Czerniańskie z lądowiska dle helikopterów przy Rezydencji Prezydentów RP. © poisonek




Trochę dalej z STi.

Środa, 22 września 2010 • dodano: 22.09.2010 | Komentarze 2

Dziś trochę zmodyfikowaliśmy standard. Początek podobny, bo przez Kokosownię, ale w Srocku skręt na Siedlec i do Mstowa. Dawno już nie gościłem w tamtych rejonach. Przypomniałem sobie podjazd za Mstowem na Małusy. Oj przypomniałem sobie... W Małusach wizyta w sadach znajdujących się na szczycie podjazdu i małe przewłaszczenie tamtejszych jabłuszek:

Małusowskie jabłuszka ;) © poisonek

Potem przez Brzyszów i Kusięta do kota. Tam ta sama co zawsze ekipa: Żelki z Gronkiem oraz jeziu. Posiedzieliśmy chwilę przy Sprite i przez Skrajnicę, wspólnie z jeziem wróciliśmy do Częstochowy. Na górce w Skrajnicy fotka zamku z księżycem w pełni:
Zamek w Olsztynie. © poisonek

Na koniec okazało się, że mam jeszcze 45 minut czasu, więc runda do miasta, na Zawodzie i nadwarciańskim wałem przy totalnej ciemnicy rozświetlanej przez Księżyc do domku.

Taka mała dygresja: pracujesz nad formą, coś tam osiągasz a potem przychodzi infekcja i efekt twoich starań jest taki, że po 60 km czujesz się tak, jakbyś zrobił 160... Aha - i masz temperaturę ciała 35,1 stopnia Celsjusza...




Tour de Pologne.

Poniedziałek, 2 sierpnia 2010 • dodano: 02.08.2010 | Komentarze 1

Rano wizyta w TV Orion w celu nagrania materiału o ścieżkach rowerowych, a po południu z inicjatywy Pitera wyjazd za Złoty Potok na oglądanie przejeżdżającej tamtędy kolumny 67 Tour de Pologne. Trasa przez Skrajnicę, Sokole, Zrębice, Krasawę, Siedlec, Czatachowę - tu postój i oczekiwanie na peleton, Żarki, nie wiedzieć czemu Myszków (!!!), Żarki Letnisko, Masłońskie, Poraj, Osiny, Zawodzie i Korwinów.

67 Tour de Pologne wozy reklamowe © poisonek

67 Tour de Pologne wozy reklamowe © poisonek

67 Tour de Pologne wozy reklamowe © poisonek

67 Tour de Pologne ucieczka z Sapą © poisonek

67 Tour de Pologne peleton © poisonek

67 Tour de Pologne peleton © poisonek

67 Tour de Pologne peleton © poisonek

67 Tour de Pologne kolumna za peletonem © poisonek

67 Tour de Pologne kolumna za peletonem © poisonek

67 Tour de Pologne kolumna za peletonem © poisonek




Złoty Potok ze Zbyszkiem.

Czwartek, 22 lipca 2010 • dodano: 22.07.2010 | Komentarze 2

Dziś wybrałem się ze Zbyszkiem do Złotego Potoku. Celem było pokazanie Zbyszkowi drogi powrotnej ze Złotego Potoku uwzględniającej walory turystyczne - Zbyszek będzie organizował rajd rowerowy dla swoich współpracowników i jego trasa miała by właśnie przebiegać między innymi przez Złoty Potok. Wyjechaliśmy o 7:00 rana ze względu na zapowiadane upały i już po kilkunastu kilometrach objawiło się nam prześladujące nas dziś rowerowe fatum. Na podjeździe pod Skrajnicę w oponie Zbyszka zagościła śliczna pinezka. Przymusowy postój i załatanie dziurki. Dalej pomknęliśmy do Olsztyna i żółtym pieszym (jeszcze nie do końca przejezdnym po zimowej katastrofie) przejechaliśmy przez Sokole. Polny podjazd do Biskupic i zjazd do Zaborza, gdzie obejrzeliśmy wypełniony czyściutką wodą z bijących od niedawna źródeł. Następnie do Przybynowa... no i tu się zaczęło. Zauważyliśmy, że z załatanej dętki uchodzi powietrze. Zaproponowałem więc, żeby na razie dopompować a serwis ze zmianą dętki na nową załatwimy na najbliższym postoju. Tak też zrobiliśmy. Jednak po kilkudziesięciu porcjach powietrza z pompki usłyszeliśmy głośny syk. Było po wszystkim - od dętki oderwał się wklejony w nią wentyl. Dętka na szmelc. Zbyszek wyciągnął z torebki zapas i zabiera się do wykręcania maszynki z wentylka starej dętki. Okazało się bowiem, że w nowej nie ma maszynki. Po kilku próbach zamontowania maszynki objawiło mi się, że próbuję wkręcić maszynkę samochodową w dętkę z zaworem rowerowym... No to lipa. Myślimy co zrobić dalej i wpadliśmy na pomysł, że można by się przejść po gospodarzach i spróbować odkupić od któregoś sam wentylek rowerowy. Po około 10 minutach pytania się tubylców o taką możliwość trafiłem na dobrą duszę, która oddała mi gratis całą dętkę z zaworem samochodowym z jakiegoś zdezelowanego koła. No to jest sukces - zabieramy się za montaż zdobycznej dętki i po paru porcjach powietrza.... tak, zgadza się: usłyszeliśmy głośny syk :( Okazało się, że stara guma dętki nie wytrzymała ciśnienia i rozpruła się na długości 5 cm. No to znów nie mamy dętki. Na szczęście jeden z pytanych przeze mnie wcześniej gospodarzy, który obiecał, że sprawdzi czy ma rowerową maszynkę, dotrzymał słowa i przyniósł nam upragniony wentylek. Zamontowaliśmy brakujący element w zdekompletowanej dętce i już bez przeszkód napompowaliśmy koło. Najlepsze jednak to to, co wydarzyło się na końcu: z torebki przymocowanej do odwróconego do góry kołami roweru wypadła..... rowerowa maszynka, która jakims sposobem wymontowała się z nowej dętki :))) Była tam przez cały czas moich poszukiwań. Bez komentarza :))) Uf... dalej już bez przeszkód: Żarki, Czatachowa, Złoty Potok, Aleją Klonową i czerwonym pieszym do Zrębic, Sokole, Olsztyn Skrajnica i dom. Wycieczka skończona w samą porę, bo z nieba już nieźle lał się żar. Była to zdecydowanie najciekawsza i najzabawniejsza gumowa afera w jakiej brałem udział ;)))