Trochę o mnie:

avatar








Poisonek z wiochy Częstochowa. Przejechałem 190377.52 km (na bikestats) + 48183 km (przed bikestats). Więcej o mnie.

10.2010 - 05.2011 Nowotwór próbował...

Póki co nie dał rady...



„Ból jest przemijający, a skutki rezygnacji pozostają na zawsze.”


"Rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni. Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli..."


"Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze..."


"Nie słuchaj głosu w Twojej głowie, który mówi, że nie dasz rady. On łże..."



Yes Master!!! Na zawsze z Tobą...




AKTUALNY SEZON

Sezon 2026 button stats bikestats.pl

ARCHIWALNE SEZONY

Sezon 2025

button stats bikestats.pl

Sezon 2024

button stats bikestats.pl

Sezon 2023

button stats bikestats.pl

Sezon 2022

button stats bikestats.pl

Sezon 2021

button stats bikestats.pl

Sezon 2020

button stats bikestats.pl

Sezon 2019

button stats bikestats.pl

Sezon 2018

button stats bikestats.pl

Sezon 2017

button stats bikestats.pl

Sezon 2016

button stats bikestats.pl

Sezon 2015

button stats bikestats.pl

Sezon 2014

button stats bikestats.pl

Sezon 2013

button stats bikestats.pl

Sezon 2012

button stats bikestats.pl

Sezon 2011

button stats bikestats.pl

Sezon 2010

button stats bikestats.pl

Sezon 2009

button stats bikestats.pl

Sezon 2008

button stats bikestats.pl


MOJE KRĘCENIE OD 01.01.1997 do 31.06.2026: 238.343 km


1997: 3806 km
1998: 4146 km
1999: 3757 km
2000: 4659 km
2001: 3253 km
2002: 4754 km
2003: 4309 km
2004: 6004 km
2005: 5278 km
2006: 5012 km
2007: 3205 km
2008: 11017 km
2009: 4918 km
2010: 4888 km
2011: 4791 km
2012: 8417 km
2013: 12372 km
2014: 11459 km
2015: 11409 km
2016: 16632 km
2017: 10351 km
2018: 11305 km
2019: 11587 km
2020: 11091 km
2021: 10023 km
2022: 10061 km
2023: 10112 km
2024: 10356 km
2025: 13082 km
2026: ? km

MOJE MAX`Y:


Max dystans 24 godzinny:

05.07.2014 - 505,77 km


Max dystans miesięczny:

07.2016 - 2.156,10 km


Max dystans roczny:

2016 - 16.632 km


Max prędkość:

17.08.2013 - 82,73 km/h


Max wysokość n.p.m.:

10.09.2016 - 2.776 m n.p.m.


Max wyjazdów w miesiącu:

5 razy 31 - ostatnio lipiec 2026


Max wyjazdów w roku:

316 - 2016


Min 10.000 km w rok:

14 razy - ostatnio 2025


Min 1.000 km w miesiącu:

113 razy - ostatnio lipiec 2026


Min 2.000 km w miesiącu:

3 razy - ostatnio lipiec 2025


Min 100 km dziennie:

324 razy - ostatnio 13.07.2026


Max temperatura na rowerze:

11.08.2015 - +41°C


Min temperatura na rowerze:

-17°C


Odwiedzone województwa:

dolnośląskie, kujawsko - pomorskie, łódzkie, małopolskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie


Odwiedzone kraje:

Austria, Hiszpania, Niemcy, Polska, Słowacja, Szwajcaria, Szwecja, Turcja, Włochy

ARCHIWUM BLOGA

2026
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
Wpisy archiwalne w kategorii

B. Takie se (30-60 km)

Dystans całkowity:96856.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:2300
Średnio na aktywność:42.11 km
Więcej statystyk

Ostatki w Ustroniu.

Sobota, 11 czerwca 2011 • dodano: 11.06.2011 | Komentarze 4

Ostatnie jazdy dwutygodniowego wypoczynku w Ustroniu. Do południa pojechałem do Wisły i nad tamtejszy wodospad. Mięśnie jakieś takie niemrawe po wczorajszej Czantorii. Do tego zrysowane wczoraj kolano zmienia kolory i trochę napuchło. Ale nie cisnąłem za bardzo, więc trasa minęło dość przyjemnie i w lekkim tempie. Wieczorem ostatni raz na Równicę. Trzeci uphill na ten szczyt podczas pobytu w Ustroniu. Wjechałem na wierzchołek i poczekałem do zachodu słońca w celu zrobienia kilku fotek zasypiającemu Zdrojowi. Powrót nie tak szybki jak zazwyczaj bo przy świetle lampek. A jakoś nie za bardzo widziało mi się trzecie OTB w ciągu dwóch tygodni :). Troszeczkę straszno tak zjeżdżać z dużą prędkością po zaciemnionych serpentynach. Tym bardziej, że w którymś momencie przez drogę przelazło jakieś niezłej wielkości stworzenie. Może YETI w mordę…
Podsumowując moje beskidowanie: przejechałem 494 km. Trzy razy zaliczyłem Równicę, raz Czantorię, Przełęcz Salmopolską i Przełęcz Kubalonkę. Trochę przewyższenia jak widać było. Pobyt nie był może jakimś rowerowym ekstremum, ale myślę, że jak na człowieka, który 28 kwietnia przyjął siódmą dawkę chemioterapii i osiem miesięcy walczył z nowotworem - dałem radę… Na ten rok chyba gór wystarczy. Wracam na Jurę.

Widok z Równicy I. Czantoria. © poisonek

Widok z Równicy II. © poisonek

Widok z Równicy na Ustroń. © poisonek

Ustroń z Równicy. Zbliżenie. © poisonek

Zachód słońca nad Ustroniem. No dobra... Obok Ustronia ;) © poisonek

Ustroń układa się do snu... © poisonek




Czantoria.

Piątek, 10 czerwca 2011 • dodano: 10.06.2011 | Komentarze 1

Pieczatka ze schroniska na Czantorii. © poisonek

Od początku przyjazdu codziennie patrzyłem na ten szczyt z szacunkiem i tęsknotą. Dziś w końcu się tam wybrałem. Czantoria, bo to o niej mowa, wycisnęła ze mnie dziś ze mnie sporą dawkę krwi i potu. Podjazd na szczyt najpierw żółtym a potem czarnym szlakiem wiodącym przez Małą Czantorię. Niektóre odcinki, zwłaszcza na „żółtym”, z powodu stromizny trzeba było pokonać „z buta”. Do tego doszedł jeszcze fakt, że przez ostatnie dwa dni padało i mamy pełen obraz beskidzkiego MTB. Po drodze o mało co nie trafił mnie szlag gdy okazało się, że siadły baterie w aparacie. Zmuszony byłem robić zdjęcia telefonem a baterie udało się kupić dopiero przy górnej stacji kolejki na Czantorię – po 4 zł za sztukę… Podczas zjazdu ze szczytu Czantorii do stacji kolejki krzesełkowej mega speed po luźnych kamieniach – chyba nie do końca kontrolowany – zakończony niestety złapaniem snake`a. Pierwsza guma w tym sezonie. Aż dziwne, że przy moich oponach stało się to dopiero po przejechaniu 900 km. Po załataniu dętki i krótkim posiedzeniu oraz zrobieniu paru zdjęć już normalnym aparatem, zjazd do Ustronia Polany. Wstępnie miałem wracać pieszym szlakiem czerwonym ale okazało się, że jest na nim zakaz jazdy rowerem. Poradzono mi zjechanie trasą narciarską – „2”. No i zjechałem… Pod koniec zjazdu sprawdziła się stara zasada, że w takich sytuacjach należy utrzymać koncentrację do samego końca. Przejeżdżając przez skośną rynienkę odprowadzającą wodę zaklinowałem w niej przednie koło i zaliczyłem drugie w ostatnim czasie klasyczne OTB. Skasowałem niedawno kupione nogawki oraz stłukłem i zarysowałem kolano – kolejne szlify dodające mi męskości ;))). Na kwaterę już zwyczajnie – ścieżką wzdłuż Wisły. Podsumowując: krótki ale bardzo intensywny wyjazd. Szlak trudny, zwłaszcza w takich warunkach atmosferycznych. Sporo odcinków z dużą ilością luźnych kamieni i śliskich korzeni. To samo tyczy się zjazdów wymagających dobrej techniki i maksymalnej koncentracji, pochłaniających nie mniej energii niż podjazdy. No ale cóż – się zrobiło. 995 metrów n.p.m. zaliczone ;)
Na Małej Czantorii - 866 npm. © poisonek

Szlak pomiędzy Małą a Wielką Czantorią. © poisonek

Pół poisona w Polsce, pół w Czechach ;) © poisonek

Poisonek okrakiem nad granicą ;) © poisonek

Widok na Ustroń ze szlaku pomiedzy Czantoriami. © poisonek

Raz w Polsce, raz w Czechach :) Przy schronisku na Wielkiej Czantorii. © poisonek

Na Wielkiej Czantorii - 995 m. npm. © poisonek

Widok z Wielkiej Czantorii na Równicę. © poisonek

Panorama Ustronia z Wielkiej Czantorii. © poisonek

Jeszcze raz Równica z Czantorii. © poisonek

Ustrońskie szlify. © poisonek

Na koniec dnia jak zwykle przejażdżka nad Wisełkę.




Ustroń rekreacja.

Wtorek, 7 czerwca 2011 • dodano: 07.06.2011 | Komentarze 3

Dziś po raz pierwszy od kilku dni nareszcie nie padało. Pojechałem sobie jakoś tak bez celu do Wisły i snując się po tamtejszym rynku natknąłem się na tablicę z tamtejszymi atrakcjami turystycznymi. Większość już widziałem, ale moją uwagę przyciągnął wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce. Nie zastanawiałem się długo i pokręciłem drogą w kierunku Przełęczy na Kubalonce, żeby zobaczyć tą architektoniczną ciekawostkę. Wiadukt naprawdę prezentuje się imponująco. Może nie widać tego na zdjęciach, ale wynika to z trudności w znalezieniu dobrego miejsca do fotografowania z którego widać by było cały obiekt. Po zrobieniu zdjęć szybki zjazd z wiatrem w plecy do centrum Wisły i dalej do Ustronia.

Wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce I. © poisonek

Wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce II. © poisonek

Wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce III. © poisonek

Wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce IV. © poisonek

Wiadukt kolejowy w Wiśle Głębce V. © poisonek

Skocznia narciarska w Wiśle Głębce. © poisonek

Poison w górskim strumieniu. © poisonek

Wieczorkiem jak zwykle tradycyjna Wisełka ;) i rynek w Ustroniu.
Wisełka z zakrzywioną czasoprzestrzenią :) © poisonek

Oświetlone drzewa na rynku w Ustroniu. © poisonek

Oświetlone drzewo na rynku w Ustroniu. © poisonek




Ustroń - Dzień Świstaka.

Poniedziałek, 6 czerwca 2011 • dodano: 06.06.2011 | Komentarze 3

Normalnie Dzień Świstaka… Piąty dzień z rzędu budzę się przy błękitnym, bezchmurnym niebie. Po dwóch godzinach nadciągają pierwsze białe, niewinne baranki, które po następnych dwóch godzinach zmieniają się w stado wściekłych baranów… I oczywiście leje do późnego popołudnia. Przewidując, że dziś znów tak właśnie będzie wyglądał pogodowy scenariusz wyjechałem na spokojną przejażdżkę do Wisły trochę wcześniej niż zazwyczaj. Odwiedziłem wodospad na Wiśle i skocznię narciarską w Malince. Tam właśnie pogoda zaczynała dawać od zrozumienia, że „już wystarczy”, więc speed do Ustronia, żeby dojechać w miarę suchy. Cała droga w tempie minimum 30 km/h, a i tak dopadło mnie na 3 km przed kwaterą. Nie zdążyło na szczęście zmoczyć zbyt mocno. Ech w mordę…
Parę fotek wodospadu na Wiśle:

Wodospad na Wiśle I. © poisonek

Wodospad na Wiśle II © poisonek

Wodospad na Wiśle III © poisonek

Wieczorem tradycyjna przejażdżka po Ustroniu.
Normalnie prawie że romantycznie ;) - wieczorem nad Wisłą. © poisonek




Ustroń dzień siódmy z super ekipą.

Sobota, 4 czerwca 2011 • dodano: 04.06.2011 | Komentarze 13

Dziś jazda w super towarzystwie. Nie przypuszczałem, że ten dzień przyniesie aż tyle pozytywnych doznań. Najpierw po godzinie 9:00 dotarli do mnie z Częstochowy Zbyszek i STin14. Po złożeniu rowerów pomknęliśmy na stację PKP w Ustroniu na spotkanie przyjeżdżających Kosmy100 i Wikiego. Po spotkaniu i przywitaniu nie trzeba było długo czekać na rowerowe wyzwania - na początek Równica. Znów jak kilka dni temu mozolna wspinaczka na ten szczyt. Na górze chwila odpoczynku i karkołomny zjazd w dół. Jako pierwsi ze STin14 dotarliśmy do nadwiślańskiej ścieżki rowerowej i już tutaj coś mnie zaniepokoiło: czemu ich tak długo nie ma? Moje obawy nie okazały się bezpodstawne. Zjeżdżając w dół Zbyszek i Wiki zaliczyli niezłe upadki spowodowane przez starszą panią, która wtargnęła na jezdnię nie pozostawiając zbyt wielkiego pola manewru zjeżdżającym z dużą prędkością bikerom. Wiki dość mocno się poobdzierał a Zbyszek zaliczył upadek po którym jego kask został już tylko miłym wspomnieniem. No ale jakby nie było spełnił swoje zadanie - ochronił to co biker ma najważniejszego. Po przeliczeniu strat dalej już bez przeszkód dotarliśmy do Wisły na grillowany obiadek. W międzyczasie Wiki otrzymał pomoc medyczną od ekipy ratowników, którzy akurat na rynku w Wiśle zapraszali turystów do zapoznawania się z zasadami pierwszej pomocy. Przy obiadku niestety z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu, które towarzyszyły nam już przez dłuższy czas. Mimo to ruszyliśmy do Malinki obejrzeć skocznię narciarską i dalej do wodospadów na Wiśle oraz Jeziora Czarnieńskiego. Po obejrzeniu tych dwóch atrakcji pożegnaliśmy się z Kosmą i Wikim, którzy skierowali się w stronę stacji PKP w Wiśle a my ruszyliśmy pod górkę do Rezydencji Prezydentów RP i dalej ku przełęczy na Kubalonce. Z Kubalonki mega fajny zjazd w rozbryzgach tryskającej na wszystkie strony deszczówki - mieliśmy mokre absolutnie wszystko. Po dotarciu do Wisły pozostał już tylko odcinek wzdłuż rzeki do Ustronia. Jednak i on nie pozbawił nas atrakcji, które wyniknęły w linii prostej z mojej głupoty. Wymyśliłem sobie, że STin14 strzeli mi fotkę podczas przejazdu przez strumień dopływający do Wisły. Rozpędziłem się więc i z całym impetem wjechałem w wodę. Niestety przednie koło utknęło pomiędzy kamieniami a ja wystrzeliłem przed siebie lecąc klasycznym lotem koszącym nad kierownicą. Zaryłem ryjem w znajdujący się ze strumieniem żwir zdzierając sobie naskórek z twarzy. Na szczęście nie za głęboko. Lot nie został oceniony zbyt wysoko przez sędziów punktujących bo podobno nie wylądowałem telemarkiem... Chwilę potem jeszcze wymiana przebitej dętki przez Zbyszka i już bez przeszkód na kwaterę. Oj się działo. Super jazda w ekstra gronie. Dzięki dla Kosmy, Zbyszka, STin14 i Wikiego za fantastyczny, rowerowy dzień :)
Zdjęcia dzięki uprzejmości STin14:

Cisnę na Równicę. © poisonek

Cisnę na Równicę II. © poisonek

Leżycho pod szczytem Równicy :). © poisonek

Ekipa na szczycie Równicy. © poisonek

Ekipa przy wodospadach. © poisonek

Ekipa przy wodospadach II. © poisonek

Ciśniemy pod Rezydencję Prezydentów RP. © poisonek

Ze Zbyszkiem na lądowisku dla helikopterów. © poisonek

Ze STin14 na lądowisku dla helikopterów. © poisonek

Widok na Jezioro Czerniańskie z lądowiska dla helikopterów. © poisonek

Ciśniemy na przełęcz na Kubalonce. © poisonek

Widoki z okolic Kubalonki. © poisonek

Widoki z okolic Kubalonki II. © poisonek

Drewniany kościół w Wiśle Głębce. © poisonek

Atakuję strumień. © poisonek

Rozpoczynam lot koszący nad kierownicą zwany potocznie OTB :) © poisonek


Na życzenie rokoforusa epizod końcowy: mój i tak na co dzień niewyjściowy pysk przyozdobiony Ustrońskimi szlifami :)))

Ustońskie szlify :))) © poisonek




Ustroń dzień szósty.

Piątek, 3 czerwca 2011 • dodano: 03.06.2011 | Komentarze 4

Dziś znów tylko do Wisły. Przez ostatnie 2 dni czułem się nie za specjalnie. Nie wiem czym to jest spowodowane: czy płace za Salmopol, czy to zmiana klimatu i wysokości, czy stan zapalny w jamie ustnej i opuchnięty w związku z tym węzeł chłonny, spowodowany zapewne kolejnym wahnięciem odporności po chemii… Tak czy inaczej dziś spokojne kręcenie w sanatoryjnym tempie z niesanatoryjną Metallicą na uszach. Chociaż ja wiem czy nie sanatoryjną?...

Welcome to where time stands still
No one leaves and no one will
Moon is full, never seems to change
Just labeled mentally deranged
Dream the same thing every night

I see our freedom in my sight
No locked doors, No windows barred
No things to make my brain seem scarred

Sleep my friend and you will see
That dream is my reality
They keep me locked up in this cage
Can't they see it's why my brain says Rage

Sanitarium, leave me be
Sanitarium, just leave me alone

Build my fear of what's out there
And cannot breathe the open air
Whisper things into my brain
Assuring me that I'm insane
They think our heads are in their hands

But violent use brings violent plans
Keep him tied, it makes him well
He's getting better, can't you tell?

No more can they keep us in
Listen, damn it, we will win
They see it right, they see it well
But they think this saves us from our hell

Sanitarium, leave me be
Sanitarium, just leave me alone
Sanitarium, just leave me alone

Fear of living on
Natives getting restless now
Mutiny in the air
Got some death to do

Mirror stares back hard
Kill, it's such a friendly word
Seems the only way
For reaching out again.



W Wiśle posiedziałem nad brzegiem rzeki i spożytkowałem niedojedzone pieczywo na karmienie kaczuszek. Dziś trzeba przyznać dość fotogenicznych.

Kaczkowa para. © poisonek

Pani Kaczka. © poisonek

Pan Kaczek. © poisonek

A wieczorem po Ustroniu i kolejna porcja fotek:
Wisełka z Czantorią w tle. © poisonek

Kaczuszki o zmroku. © poisonek

Wisełka o zmroku. © poisonek

Wisełka o zmroku II. © poisonek

Wisełka o zmroku III. © poisonek




Ustroń dzień czwarty.

Środa, 1 czerwca 2011 • dodano: 01.06.2011 | Komentarze 0

Dziś odpoczynek po wczorajszym Salmopolu. Spokojna jazda do Wisły wzdłuż rzeki. Pokręciłem się trochę po mieście naszego Mistrza Małysza i sfotografowałem figurę z białej czekolady przedstawiającą Adama w otoczeniu czterech kryształowych kul za zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wieczorem mega burza uniemożliwiająca przejażdżkę po Ustroniu. Wyskoczyłem tylko na chwilę po zaopatrzenie do sklepu. Dzięki temu jutro rano nie muszę wyjeżdżać po śniadanko ;)

Figura Adama Małysza z białej czekolady. © poisonek

Kaczek pokonujący próg na Wiśle. © poisonek

Zielony tunel na szlaku wzdłuż Wisły. © poisonek




Ustroń dzień drugi.

Poniedziałek, 30 maja 2011 • dodano: 30.05.2011 | Komentarze 2

Dziś po wczorajszej Równicy dzień bez górek. Przynajmniej większych. Rano pojechałem wzdłuż rzeki do Wisły. Na miejscu w centrum przyjrzałem się podupadającej nieco starej skoczni narciarskiej i postanowiłem, że zobaczę dziś jak wygląda ta nowa, imienia Adama Małysza w Wiśle Malince. A wygląda dość okazale. Co więcej - można wejść na teren obiektu i przyjrzeć się z bliska, co mnie bardzo ucieszyło. W drodze powrotnej zboczyłem nieco z głównej drogi, żeby przypomnieć sobie jak wygląda efektowna zapora na Wiśle, którą kiedyś, trzy lata temu oglądaliśmy ze STin14. Posiedziałem chwilę w tym urokliwym miejscu ciesząc się zaletami przedsezonowej pustki turystycznej. Po dojeździe do centrum Wisły pokręciłem się trochę i postanowiłem, że obiad zjem w Ustroniu. Szybko przemieściłem się znów wzdłuż rzeki do miejsca tymczasowego, wakacyjnego pobytu i po smacznym obiadku wróciłem na kwaterkę. Wieczorkiem, tak jak wczoraj lans po uzdrowisku. No i oczywiście spotkanie z Heńkiem nad Wisłą ;) Śliczna pogoda.

Stara skocznia narciarska w centrum Wisły. © poisonek

Nowa skocznia narciarska im. Adama Małysza w Wiśle Malince. © poisonek

Efektowna zapora w Wiśle Malince. © poisonek

Widoczek na zaporę. © poisonek

Zapora ze szczegółami Poisonka ;) © poisonek

Kaczek. Samiec kaczki znaczy się ... :) © poisonek




Równica - początek wypoczynku.

Niedziela, 29 maja 2011 • dodano: 29.05.2011 | Komentarze 4

Dziś pierwszy dzień dwutygodniowego pobytu wypoczynkowego w Ustroniu. Razem ze STin14 wyjechaliśmy rano z Częstochowy moim blachosmrodem wypakowanym po brzegi bagażami i dwoma rowerami. Miało być spokojnie, ale jak to zazwyczaj bywa skończyło się jak zawsze. Przyatakowaliśmy Równicę i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu udało mi się zdobyć ten mierzący 885 m.n.p.m. szczyt. Po porcjach pięknych widoków karkołomny zjazd ze szczytu podczas którego licznik pokazał maksymalną prędkość 73,26 km/h. I to bez ani jednej chwili kręcenia :) Następnie przejechaliśmy się ścieżką wzdłuż Wisły do Wisły właśnie, gdzie spożyliśmy z pół metra kiełbaski z grilla :). Wieczorem STin14 zapakował się do blachosmroda i odstawił go do Częstochowy, co by żona nie została na 2 tygodnie bez środka transportu, a ja jeszcze trochę polansowałem się po Ustroniu. I na koniec hicior: pierwszy raz od ponad pół roku spożyłem browarek siedząc sobie nad brzegiem Wisełki :) - za zgodą lekarza oczywiście. Matko! Co za smak!!!

Podjazd na Równicę © poisonek

Podjazd na Równicę II. Rzeźbię... © poisonek

Podjazd na Równicę. Widok na Czantorię. © poisonek

Podjazd na Równicę. Widok na Czantorię z Poisonkiem na I planie. © poisonek

Panorama Ustronia ze schroniska pod szczytem Równicy. © poisonek

Widok na Beskidy ze schroniska pod szczytem Równicy. © poisonek

Widok na Czantorię ze schroniska pod szczytem Równicy. © poisonek

Jeszcze raz Ustroń z Równicy. © poisonek

Czantoria z Poisonkeim na I planie. © poisonek

Czantoria z Poisonkiem na I planie II. © poisonek

Punkt pomiarowy na szczycie Równicy. © poisonek

Falujący most nad Wisłą ;) © poisonek

Wisełka © poisonek

Wisełka II. © poisonek

Wisełka III. © poisonek




Olsztyn z chłopakami.

Wtorek, 24 maja 2011 • dodano: 24.05.2011 | Komentarze 2

"... Victory: we fight to win
Victory: is ours again ..."

DZIĘKUJĘ CHŁOPAKI ZA WSZYSTKO. ZA WSPARCIE, ZA TOWARZYSZENIE, ZA WIARĘ, ZA CIEPŁE SŁOWA DO MNIE I ZŁE DO SKURWIELA. TO TEŻ WASZE ZWYCIĘSTWO!!!



Dziś super wycieczka z chłopakami z CFR. Nowe życie, nowe siły - pełna radość. Miło było tak kręcić wiedząc, że nie wiozę już w sobie pasażera na gapę... To co siedzi w głowie człowieka też jest zadziwiające - jeszcze w niedzielę, przed wynikami totalne zmęczenie po kilkunastu kilometrach. Dziś - po wynikach miałem wrażenie, że mógłbym już walnąć stówkę :) Nastawienie psychiczne - zawsze mówiłem, że jest co najmniej tak ważne jak kondycja fizyczna. Początek wycieczki przed 17:00. Pojechałem objazdem wałami nadwarciańskimi do STin14. Po drodze zgarnąłem jadącego na zbiórkę w przeciwnym kierunku michailla. Podjechaliśmy po Roberta i już w trójkę pod Skansen. Tam czekał już na nas jeziu a za chwilę dołączyli Zbyszek, blabla i piter. Fajna ekipa. Myknęliśmy przez kokosownię i czerwony rowerowy do Kusiąt i dalej asfaltem do Olsztyna. Po dość długiej i przezabawnej posiadówce, okraszonej nowym, jeziowym "izotonikiem" pożegnaliśmy się z również konsumującymi napoje energetyczne szosowcami i przez Skrajnicę pojechaliśmy do Częstochowy. Tempo całkiem, całkiem - zbliżone do czasów przed diagnozą. Fotki dzięki niezawodnemu STin14.

Ekipa ciśnie pod Skrajnicę. © poisonek

Gonię ekipę po lekkim opóźnieniu. © poisonek