Trochę o mnie

avatar Tu swoją pasję dokumentuje Poisonek z wioseczki Częstochowa. Wykręciłem już 48183 km (przed bikestats) + 27639.20 km (na bikestats). Więcej o mnie.

Moje kręcenie do 30.04.2012: 75382 km


1997: 3806 km
1998: 4146 km
1999: 3757 km
2000: 4659 km
2001: 3253 km
2002: 4754 km
2003: 4309 km
2004: 6004 km
2005: 5278 km
2006: 5012 km
2007: 3205 km

2008: 11017 km

2009: 4918 km
2010: 4888 km
2011: 4791 km
2012: ?

Moje Max`y


Max dystans dzienny:

318,49 km - 25.07.2010

Max dystans miesięczny:

1483,5 km - lipiec 2008

Max dystans roczny:

11017 km - 2008

Max prędkość:

77,75 km/h - 24.01.2008

Max wysokość n.p.m.:

1290 m n.p.m. Rysianka 21.10.2006

Max wyjazdów w miesiącu:

23 wyjazdy - czerwiec i lipiec 1998

Min temperatura na rowerze:

-17°C - styczeń 2006

Min 100 kilometrów:

96 razy (na dzień 21.04.2012)

Odwiedzone województwa:

dolnośląskie, łódzkie, małopolskie, mazowieckie, opolskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie



Baton 2012

button stats bikestats.pl

Moja druga miłość

Dane wyjazdu:
30.60 km
Rower:Szmata

Środa, 16 maja 2012 | Komentarze 1

2000 km w tym roku. W miarę przyzwoicie to wygląda.
Popołudniowa przejażdżka do Olsztyna z "Master of Puppets" na uszach. Na miejscy spotkałem nieprawdopodobną suczkę wylegującą sie w pościeli:
Śpiąca w Leśnym rasowa suczka :) © poisonek

W "Leśnym" spotkanie z darsji, kobe24la, pietro1978, zbyszko61 a za chwile z Kulistym, Gronkiem, Mareczkiem, "Most geling team" i Wałujewem vel Kliczko. Po posiadówce powrót do Cze-wy i Andrzeja na "rozchodniaczka". Miły wypadzik.

Dane wyjazdu:
29.00 km
Rower:Szmata

Wtorek, 15 maja 2012 | Komentarze 1

Dziś dzień na załatwianie spraw. Stąd też same miastowe kilometry przy dość niskiej temperaturze. Mógłby się ogarnąć ten maj...

Po południu na stadion "Włókniarza", gdzie zawodnicy, kibice i działacze częstochowskiej drużyny zorganizowali miejsce pamięci po byłym zawodniku CKM Lee Richardson`ie, który zmarł 13 maja po wypadku w meczu we Wrocławiu.

R.I.P. Lee.....................
Lee Richardson 1979 - 2012. © poisonek

Stadion CKM "Włókniarz" Częstochowa. © poisonek

Stadion CKM "Włókniarz" Częstochowa. © poisonek

Koszulka zostawiona przed stadionem przez wieloletniego przyjaciela i mechanika Lee, Dariusza Łapę. © poisonek

Pozostawiona na wieńcu czapeczke Lee.... © poisonek

Stadion "Włókniarza" Częstochowa. © poisonek


Dane wyjazdu:
48.20 km
Rower:Szmata

Poniedziałek, 14 maja 2012 | Komentarze 2

Dziś po wizycie u lekarza załapałem lekko dołujący nastrój. Tak jeszcze mam, że jedno pochopnie, bez wyczucia wypowiedziane przez medyka zdanie burzy mój delikatny domek względnego spokoju. Potrzebowałem odreagowania. Rowerek i Metallica. To zawsze pomagało...

Najpierw do pracy a potem przez Wyczerpy do Warty. Terenowo do Jaskrowa a dalej już asfalt przez Siedlec, Srocko, Brzyszów i Kusięta do Olsztyna. Na rynku spotkanie z ekipą CFR ciągnącą na Poraj. Za chwilę przemknęli koło mnie Mareczek i Kulisty. Już ja wiedziałem gdzie jadą :) Po posiadówce w Leśnym do Częstochowy przez Odrzykoń. Pure fire in legs...

Dane wyjazdu:
29.50 km
Rower:Szmata

Niedziela, 13 maja 2012 | Komentarze 1

Zwykła przejażdżka do Olsztyna przez Guardiana, rowerostradę i Skrajnicę przed niedzielnym rosołkiem. Ze względu na ciągle niedomagające górne drogi oddechowe miało być spokojnie. I tak było. Do połowy... Średnia do Olsztyna 25 km/h. No ale w Leśnym ekipa szosowców z którymi zabrałem się do domu najkrótszą z możliwych dróg - przez Odrzykoń. Średnia w domu 28 km/h czyli wzrost o 3 km/h na dystansie 13 km :))) Wyszło jak zawsze.

Dane wyjazdu:
66.70 km
Rower:Szmata

Piątek, 11 maja 2012 | Komentarze 2

Wczoraj koncert: Metallica na warszawskim Bemowie. Wybrałem się tam z Żonką i szwagrem. Na miejsce prosto z Dublina doleciał jeszcze Kulisty. Oj się działo :)
Z Żonką na koncercie. Metallica. © poisonek

Ze szwagrem i Kulistym. © poisonek

Metallica. Sonisphere 10.05.2012. Warszawa Bemowo. © poisonek

Jak zwykle James, Lars, Kirk i Robert skopali nam tyłki :) Zagrali cały Black Album, który był myślą przewodnią całej set listy i oczywiście klasyki: One, Master of Puppets, Hit the Lights, Creeping Death, For Whom the Bell Tolls czy Seek & Destroy.

Dziś po krótkim śnie dom - praca - dom troszkę naokoło a wieczorem ognisko w Górach Towarnych z ekipą Częstochowskiego Forum Rowerowego. Na zbiórkę objazdem przez Zawodzie a potem asfalt przez Kusięta. Powrót w środku nocy - tym razem ostrożny i spokojny :) Samo ognisko jak zawsze dzięki atmosferze tworzonej przez super ekipę rewelacyjne.
Przygotowania do ogniska. © poisonek

Rąbanka :) © poisonek

Kiełbaskowanie :) © poisonek

Część ekipy przy ognisku. © poisonek

Straciłem przy śpiewaniu resztki głosu, który ocaliłem po wrzaskach na Bemowie :) Przy okazji nareszcie zobaczyłem swoje drugie dziecko. ProPhet przyprowadził Poisona. Miałem rację, że szukałem dla niego kupca wśród znajomych. Rowerek prezentuje się zajebiście.
Czułe powitanie starego Przyjaciela. © poisonek


Dane wyjazdu:
33.50 km
Rower:Szmata

Wtorek, 8 maja 2012 | Komentarze 1

Dom - praca - dom trochę okrężnie + kilka miastowych, niezaplanowanych kilometrów.

Dane wyjazdu:
30.90 km
Rower:Szmata

Sobota, 5 maja 2012 | Komentarze 0

Dostałem dziś rano mms od pitera o treści "Igor wylądował" ze zdjęciem świeżo wydostanego na ten świat szkraba. Po kilku godzinach ten sam piter zadzwonił i zaproponował z tej okazji nocną, "pępkową" przejażdżkę do Olsztyna. Nie wypadało odmówić. Zbiórka o 20:30 i po 10 minutach razem z blablą, jeziem, pitrerem i zbyszko61 już kręciliśmy w stronę zamku. Trasa najprostsza - przez pachnącą ciągle spalenizną rowerostradę i Skrajnicę. Na miejscu posiedzieliśmy chwilę pod oświetlonym zamkiem i powrót do Częstochowy tą samą trasą przy rozbłyskach krążącej gdzieś koło nas burzy. Tuż przed posiadówką u Andrzeja skropił nas jeszcze majowy deszcz. Trzymaj się Igor! Oby - jak to powiedział jeziu - życie Cię głaskało, a nie tak jak nas lało po mordzie :)))

Dane wyjazdu:
43.20 km
Rower:Szmata

Piątek, 4 maja 2012 | Komentarze 7

Ostatni dzień wypoczynku w Tatrach. Jakoś nie było specjalnie sprecyzowanych planów. Postanowiliśmy więc przejechać się kawałek do Chochołowa i na Słowację. Wyszło na to, że pierwszy raz byłem rowerem za granicą :)))
Na granicy ze Słowacją. © poisonek

Po zakupie obowiązkowych "Studenckich" zjazd do Chochołowa i wizyta w izbie, w której to swoje rękodzieło uprawia miejscowy artysta:
Drewniane chaupy w Chochołowie. © poisonek

Wnętrze tradycyjnej, góralskiej chaupy. © poisonek

Wnętrze tradycyjnej, góralskiej chaupy. © poisonek

Po opuszczeniu Chochołowa znów niestety zaczął padać deszcz. Zmusiło nas to do skrócenia wycieczki. Zajrzeliśmy jeszcze tylko do zabytkowego kościoła w Witowie:
Teren kościoła w Witowie. © poisonek

Wnętrze kościoła w Witowie. © poisonek

Po południu znów się rozpogodziło. Postanowiłem w związku z tym jeszcze raz odwiedzić Dolinę Chochołowską. Przy okazji wymyśliłem sobie, że trasę łącznie z podjazdem pod schronisko zrobię w mocnym tempie. I udało się - byłem bardzo usatysfakcjonowany.
Schronisko na Polanie Chochołowskiej. © poisonek

Widoki w Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

Widoki w Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

Zjazd z Polany Chochołowskiej mega adrenalinowy. Po wczorajszym i dzisiejszym deszczu masa płynnego błota. Bardzo ślisko i brudno. Wraz z rowerkiem wyglądaliśmy niczym Jozin z Bazin :)))
Ubłocony Goodman. © poisonek



Podsumowując: FANTASTYCZNY WYJAZD!!! Podobało mi się bardzo i z pewnością wrócę jeszcze w tamte rejony.

Dane wyjazdu:
36.80 km
Rower:Szmata

Czwartek, 3 maja 2012 | Komentarze 1

Plany na dziś - Dolina Chochołowska. Ruszyliśmy tam po śniadanku i z miejsca zostaliśmy znokautowani jej niesamowitymi widokami:
W Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

Dolina Chochołowska. © poisonek

W Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

W Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

W Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

Po dojechaniu na Polanę Chochołowską posiedzieliśmy chwilę w znajdującym się tam schronisku a następnie skierowaliśmy się w stronę szałasu w którym to Ojciec Święty Jan Paweł II odprawił mszę podczas jednej ze swych pielgrzymek do Polski:
W drodze do szałasu. © poisonek

W drodze do szałasu. © poisonek

Różaniec Ojca Świętego Jana Pawła II. © poisonek

Przed szałasem w Dolinie Chochołowskiej. © poisonek

Po chwili zaczęły spadać na nas pierwsze krople deszczu, które dość szybko przeistoczyły się w bardzo milutką burzę z pierunami, którą przeczekaliśmy wraz z resztą naszych familii w bacówce u wylotu Doliny. Do kwater i tak jednak dotarliśmy totalnie przemoczeni i zziębnięci.
Wieczorem jednak rozpogodziło się na tyle, że postanowiłem jeszcze raz pojechać na Płazówkę i przeciorać się po błotku:
Tatry z Płazówki. © poisonek

Giewont z Płazówki. © poisonek

Po zjechaniu terenem z Płazówki jeszcze tylko klasyczny podhalański widoczek:
Podhalański widoczek © poisonek

I korek na drodze :)))
Owczy korek. © poisonek


Dane wyjazdu:
76.20 km
Rower:Szmata

Środa, 2 maja 2012 | Komentarze 4

Dzisiejszy dzień w planach pobytu w Tatrach przeznaczony był na pokonanie najdłuższego dystansu. Obudziłem się rano i po wyjrzeniu za okno nie mogłem przepuścić okazji porannej przejażdżki na Płazówkę i podziwiania Tatr w oświetlonych porannym słońcem:
Tatry z Płazówki. © poisonek

Tatry z Płazówki. © poisonek

Tatry z Płazówki. © poisonek

Następnie po śniadaniu rozpoczynamy pętelkę po okolicy. Na pierwszy ogień Gubałówka:
Widok na Tatry z Dzianisza. © poisonek

Drawniany kościół w Dzianiszu. © poisonek

Po dojeździe na miejsce Gubałówka przywitała nas niesamowitymi widokami:
Na Gubałówce z rodzinką. © poisonek

Kasprowy Wierch. © poisonek

Giewont z Gubałówki. © poisonek

Tatry z Gubałówki. © poisonek

Zakopane z Gubałówki. © poisonek

Jeszcze raz Giewont. © poisonek

Na Gubałówce można było jeszcze całkiem spokojnie odbyć bitwę na śnieżki ;)
Majowy śnieg na Gubałówce. © poisonek

Majowy śnieg na Gubałówce. © poisonek

Po pobycie na Gubałówce karkołomny zjazd do Poronina, podczas którego udało nam się przekroczyć dopuszczalną prędkość o 28 km/h ;) Zjazd minął szybko a znak, który za nim zobaczyliśmy zwiastował to co czekało nas przez następne kilometry podjazdu do Bukowiny Tatrzańskiej:
Podjazd w stronę Bukowiny Tatrzańskiej. © poisonek

Po minięciu Bukowiny dotarliśmy na Polanę Głodowki:
Tatry z Polany Głodówki. © poisonek

Tatry z Polany Głodówki. © poisonek

Panorama Tatr z Polany Głodówki. © poisonek

Następnie pojechaliśmy w kierunki Łysej Polany i z tamtąd zjazd, podjazd i zjazd do Zakopanego:
Zakopane. © poisonek

W Zakopanym obowiązkowe punkty programu: Wielka Krokiew, Krupówki (a fuj - ile ludzi) i Cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku gdzie pochowani są między innymi Stanisław Witkiewicz, Kornel Makuszyński, Kazimierz Przerwa - Tetmajer, Stanisław Marusarz, Bronisław Czech, Tytus Chałubiński czy Władysław Orkan. Po zwiedzeniu cmentarza ruszyliśmy w stronę Witowa. Najpierw kilku kilometrowym podjazdem a potem już zjazdem do kwater. Fajny dzień ze sporą ilością przewyższeń (1040 metrów).

Dane wyjazdu:
15.60 km
Rower:Szmata

Wtorek, 1 maja 2012 | Komentarze 2

Pierwszy raz w Tatrach. No tak jakoś wyszło, że dopiero w wieku 38 lat po zwiedzeniu wszystkich innych gór w Polsce przyjechałem w te kultowe rejony osławionego Zakopanego. Wszystko dzięki rodzinnemu wypoczynkowi we wsi Witów ok. 12 km od Zakopanego. Pojechałem tam z żoną i córcią oraz rodziną zbyszko61. W pierwszy dzień z racji późnej godziny dotarcia na kwatery tylko króciutka przejażdżka na Płazówkę oraz na początek Doliny Chochołowskiej. Pogoda raczej umiarkowana.
Na Płazówce. © poisonek

Na Płazówce z rodzinką. © poisonek

Widok z Płazówki na Tatry. © poisonek

Widok na Giewont z Płazówki. © poisonek

Drewniany kościółek na Płazówce. © poisonek

W okolicy Płazówki. © poisonek

Na początku Doliny Chochołowskiej. © poisonek

Dolina Chochołowska. © poisonek